Nic nie zapowiadało, że kiedyś zabłysnę w panteonie starożytnych bohaterów...
Dzień był o ile dobrze pamiętam ponury, a ja niepozorna i wstydliwa siedziałam
na krańcu krzesła kiwając się w rytmie płynącego z patefonu walca wiedeńskiego.
Na niebie już pojawiły się pierwsze gwiazdy tak więc wnioskowałam, że kolacja
rozpocznie się już za godzinę. Nagle gdzieś na zachodzie rozbłysła gwiazda...
Z pozoru podobna do innych, wyróżniała się czymś wyjątkowym. We wczesnym
dzieciństwie nazywałam ją bowiem gwiazdą Betlejemską. Przypomniały mi się
dawne czasy, gdy jeszcze jako mała dziewczynka z niecierpliwością czekałam
na prezenty, na śpiewanie kolęd i na makowiec, który tak kochałam. Nagle
uprzytomniłam sobie, że to ja błyszczę tam na niebie, pośród innych do
mnie podobnych, którzy właśnie zorientowali się, iż przez te lata wydorośleli
i prezenty w wigilijny wieczór nie są już dla nich najważniejsze. Ta gwiazda
już za narodzin Jezusa symbolizowała przemianę, symbolizuje ją również,
gdy ja się zmieniam. Najwyraźniej nadchodzi dla mnie nowa era - nie makowca,
lecz przekładańca...
Makowca smaczniejszego niż kisiel czytelnikom KISIELa życzy Klara
Bielawka.
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.