Ania Pamuła 17 października 1999
Moje spotkania z Biblią

- Na pewno wiesz, że w nocy, gdy zgasną wszystkie światła, jest zupełnie ciemno i nie można niczego zobaczyć. Tak wyglądał kiedyś cały świat. Nie było pięknych kwiatów, trawy i drzew, nie było ptaków, nie było nawet dzieci.... (1)
- Nie było nawet placów zabaw? - przerwałam Babci - Nawet cyrku, ani lodów?
- Nawet lodów! - Babcia uśmiechnęła się do mnie ciepło i wróciła do lektury - Hmmm... Skończyłyśmy na tym, że nie było dzieci, tak?
- Tak! Ale... - zastanawiałam się, co w takim razie było, ale postanowiłam posłuchać dalej.
- Co „ale”, kochanie? - spytała Babcia.
- Nic, nic. Czytaj dalej! - wtuliłam się w babciny sweter i zamknęłam oczy.
- Wszędzie panowała ciemność. Taki świat nie podobał się Bogu, dlatego postanowił On stworzyć ziemię, na której mogliby żyć ludzie. Ponieważ ludzie nie potrafią... - Babcia ziewnęła i głaskając mnie po głowie, zapatrzyła się w wesoło trzaskający ogień w kominku...
- Babciu! Babciu, nie śpij! - poprosiłam i zamachałam jej rączką przed nosem.
- Oj, przepraszam Złotko. Zamyśliłam się... - znowu uśmiechnęła się do mnie i zakładając okulary, zaczęła czytać - Ponieważ ludzie nie potrafią żyć w ciemnościach, Bóg uczynił dla nich nowy, piękny świat pełen barw i światła... No, to już koniec na dzisiaj, jutro zobaczymy, co ten Bóg wymyślił dalej! - Babcia roześmiała się i całując, okryła mnie kołdrą. Wychodząc z pokoju szepnęła dobranoc i zgasiła światło...

 - Żadna inna księga nie zmieniła życia tak wielu ludzi i nie uczyniła tego w sposób tak niezwykły, jak Biblia. - szepnął głos.
Latałam. Wirowałam pomiędzy promykami porannego słońca, a puszystymi obłokami. Moje kolory na pidżamie, w zestawieniu z barwami, które mnie otaczały, zupełnie wyblakły... Nie mogłam nimi nacieszyć oczu... Wsłuchiwałam się w ciszę, która wydała mi się niezwykle głośna. Rozglądałam się naokoło nie czując strachu. Znowu usłyszałam ten sam głos:
- Śnisz ....... - w tle usłyszałam narastający śpiew - Czy wiesz gdzie jesteś?
- Nie - odpowiedziałam. Zobaczyłam złotą postać, wyłaniającą się z najjaśniejszego promyka. Był to mężczyzna, ale... z zaskoczeniem stwierdziłam, że miał skrzydła. Srebrne skrzydła!! Jego jasne włosy układały się miękko na ramionach, przykrytych białą narzutą, a złota suknia trzepotała jak skrzydła ptaka niesionego przez wiatr...
- Daj mi rękę... Posłuchaj - szepnął - Pewnego dnia siewca wyszedł siać ziarna. Niektóre wydziobały ptaki, niektóre padły na skały, więc z braku wody uschły. Inne spadły w ciernie, lecz i tam nie mogły bujnie wyrosnąć. Reszta ziaren spadła na żyzną glebę i wydały bogaty plon...

 Babcia otworzyła Biblię i zaczęła czytać. Nie słuchałam jej, bo myślałam tylko o prezentach, które przed kilkoma minutami Gwiazdka przyniosła pod choinkę... Patrzyłam na kolorowe pudełka, obwiązane kokardami i już nie mogłam się doczekać!!
- Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. Kto ma uszy, niechaj słucha! (2)  - Babcia zamknęła księgę i odłożyła ją do witrynki. Chórem odpowiedzieliśmy "Amen" i zasiedliśmy do jedzenia. Myślałam tylko o tym, aby otworzyć prezent. Wiedziałam, że ten największy, po lewej stronie, zawinięty w żółty papier, należy do mnie.
 Gdy nacieszyłam się prezentem, nadszedł czas na wspólne kolędowanie. Całą rodziną usiedliśmy w salonie i przy dźwiękach trzaskającego ognia w kominku, rozpoczęliśmy śpiewanie... Wdrapałam się na kolana Tatusia i zamknęłam oczy... Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi. Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi. Przybieżeli do Betlejem pasterze, grają skocznie dzieciąteczku na lirze... Myślałam o tym, że Bóg stworzył dla ludzi naprawdę wspaniały świat. Wczoraj Babcia opowiadała mi o narodzinach Jezusa... Zrobiło mi się przykro, że on nie mógł dostać prezentu pod choinkę, nie miał tak licznej i cudownej rodziny jak ja, ani takich warunków do życia... Przytuliłam się mocno do Taty i usnęłam...

Tym razem leżałam na białym, miękkim obłoku, a koło mnie spoczywał baranek. Spostrzegłam, że znajduję się na końcu zwartej grupy ludzi, wśród których zauważałam pasterzy, a także Mężczyznę Ze Skrzydłami, którego spotkałam już wcześniej... Usiadłam na chmurce, a ponieważ "płynęłam w powietrzu", mogłam przyspieszyć. Tak też zrobiłam, odgarniając rękoma powietrze jak wodę i gdy znalazłam się tuż przy Mężczyźnie, pociągnęłam go za złotą szatę. On odwrócił się i pochylając się nade mną, szepnął:
- Dobrze, że jesteś.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i przytuliłam się do baranka, który leżał skulony na moich nogach.
- Powiedz, gdzie lecimy?
- Dokąd lecę?
Czy lecę do gwiazd?
A może gwiazdy są tylko w nas? - odpowiedział Mężczyzna...(3)

 Jesień zaczęła się na dobre. Gdy przechadzałam się Plantami, brodząc po kostki w różnokolorowych liściach, zbierałam kasztany do wiklinowego koszyczka. Byłam w trakcie czytania "Tajemnicy Bożego Narodzenia" Josteina Gaardera, więc sunąc powoli w stronę szkoły, zastanawiałam się nad religią chrześcijańską i wszystkim, co z nią związane. Rzadko miałam kontakt z Biblią, ponieważ nękały mnie wątpliwości, czy rzeczywiście wiara chrześcijańska, jest tą, którą wybiorę jako podporę moralną i duchową... Byłam zupełnie zagubiona... Bo jeżeli istnieje Bóg Wszechmogący, to czy potrafi wymyślić zadanie, którego nie potrafiłby rozwiązać? Jeżeli istnieje, to, dlaczego ludzie, modląc się, nie dostają tego, czego oczekują? Nikt nie potrafił rozwiać moich wątpliwości... Jeden kasztanek, drugi kasztanek, trzeci, czwarty, dziesiąty, trzydziesty... Cały koszyk był już zapełniony, a ja nadal szukałam odpowiedzi.
 Babcia już nie czytała mi na dobranoc, ani nie otulała kołdrą. Nadal śpiewaliśmy kolędy, jednak ja już tego nie przeżywałam tak mocno jak kiedyś. Wraz z moim wejściem w dorastanie, zaszyłam się gdzieś głęboko, głęboko w futro królicze... (4)

 - Dlaczego nie ma w Tobie gwiazd? - szepnął głos.
Znowu latałam, tak jak kiedyś... Łzy napłynęły mi do oczu...
- Nie wiem... - odpowiedziałam niepewnie i spojrzałam w górę. Tuż nade mną pojawił się ten sam Mężczyzna. Zatrzepotał skrzydłami i wyjął z kieszeni złoty brokat. Sypnął nim w moją stronę. Czekał. Obserwował. Ja siedząc nieruchomo na jednej ze srebrzystych chmurek, przypominających łabędzie, których piórka połyskują w świetle księżyca, wpatrywałam się w migocący pył, osiadający na mojej białej koszuli nocnej... Myślałam, że wszystko wokół mnie zawiruje, że coś się zmieni. Jednak nie wydarzyło się nic. Mężczyzna zniknął, a ja siedziałam nadal na srebrzystym obłoku. Nagle z chmury obok wyłonił się baranek i zaczął przytulać się do mnie. Znowu wsłuchiwałam się w ciszę, mąconą, co chwilę przez trzepot skrzydeł. Spojrzałam wysoko w górę i ujrzałam tysiące Mężczyzn Ze Skrzydłami, którzy zdawali się płynąć w powietrzu...
- Gwiazdy są tylko w nas... - usłyszałam z oddali...

Zabrzęczał dzwonek i usiedliśmy z łoskotem do ławek. Pani profesor weszła do klasy i uśmiechając się, przywitała się z nami. Rozpoczęliśmy dyskusję na temat "Pieśni nad pieśniami". Część klasy utrzymywała, że należy ją rozumieć dosłownie, nie mieszając w to relacji Bóg-Człowiek, jak to rozumiała inna część klasy. Nikt nikogo nie przekonał do swoich racji, lekcja się skończyła i już nikt nie zastanawiał się nad filozofią autora pieśni. Przez następne tygodnie omawialiśmy fragmenty Biblii, dyskutując zawzięcie: Bez cierpienia nie byłoby szczęścia, jest miłość doskonała, nie ma miłości doskonałej, Bóg istnieje, dlaczego niby Bóg istnieje...

 - ... Taki świat nie podobał się Bogu, dlatego postanowił On stworzyć ziemię, na której mogliby żyć ludzie... - ziewnęłam i zapatrzyłam się w ogień trzaskający w kominku...
- Aniusiu! Czemu nie czytasz? Czytaj, proszę! - moja siostra pomachała mi rączką przed oczami i zaczęłam czytać.
- Ponieważ ludzie nie potrafią żyć w ciemnościach, Bóg uczynił dla nich nowy, piękny świat pełen barw i światła. - zamknęłam książkę i otuliłam Karolinkę kocykiem.
- To już koniec? - spytała, patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami.
- Na dzisiaj tak... Jest już bardzo późno. Dobranoc. - pocałowałam ją w policzek, wstałam i gasząc światło, zamknęłam drzwi.
- Nie zamykaj drzwi, proszę! - usłyszałam zza zamkniętych drzwi. Wróciłam się i lekko je uchyliłam... Na podłodze zauważyłam złocisty pył... Uśmiechnęłam się i poszłam na dół zrobić sobie herbatę.


(1) Fragmenty "Biblii w obrazkach dla najmłodszych" Kenneth N. Taylor, Warszawa 1989
(2) Fragmenty Biblii Tysiąclecia, Poznań - Warszawa 1989
(3) wiersz Jadwigi Stańczakowej, bez tytułu
(4) patrz: "Świat Zofii" Josteina Gaardera


Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.