- Na pewno wiesz, że w nocy, gdy zgasną wszystkie światła,
jest zupełnie ciemno i nie można niczego zobaczyć. Tak wyglądał kiedyś
cały świat. Nie było pięknych kwiatów, trawy i drzew, nie było ptaków,
nie było nawet dzieci.... (1)
- Nie było nawet placów zabaw? - przerwałam Babci - Nawet cyrku, ani
lodów?
- Nawet lodów! - Babcia uśmiechnęła się do mnie ciepło i wróciła do
lektury - Hmmm... Skończyłyśmy na tym, że nie było dzieci, tak?
- Tak! Ale... - zastanawiałam się, co w takim razie było, ale postanowiłam
posłuchać dalej.
- Co ale, kochanie? - spytała Babcia.
- Nic, nic. Czytaj dalej! - wtuliłam się w babciny sweter i zamknęłam
oczy.
-
Wszędzie panowała ciemność. Taki świat nie podobał się Bogu, dlatego
postanowił On stworzyć ziemię, na której mogliby żyć ludzie. Ponieważ ludzie
nie potrafią... - Babcia ziewnęła i głaskając mnie po głowie, zapatrzyła
się w wesoło trzaskający ogień w kominku...
- Babciu! Babciu, nie śpij! - poprosiłam i zamachałam jej rączką przed
nosem.
- Oj, przepraszam Złotko. Zamyśliłam się... - znowu uśmiechnęła się
do mnie i zakładając okulary, zaczęła czytać -
Ponieważ ludzie nie potrafią
żyć w ciemnościach, Bóg uczynił dla nich nowy, piękny świat pełen barw
i światła... No, to już koniec na dzisiaj, jutro zobaczymy, co ten
Bóg wymyślił dalej! - Babcia roześmiała się i całując, okryła mnie kołdrą.
Wychodząc z pokoju szepnęła dobranoc i zgasiła światło...
- Żadna inna księga nie zmieniła życia tak wielu ludzi i nie
uczyniła tego w sposób tak niezwykły, jak Biblia. - szepnął głos.
Latałam. Wirowałam pomiędzy promykami porannego słońca, a puszystymi
obłokami. Moje kolory na pidżamie, w zestawieniu z barwami, które mnie
otaczały, zupełnie wyblakły... Nie mogłam nimi nacieszyć oczu... Wsłuchiwałam
się w ciszę, która wydała mi się niezwykle głośna. Rozglądałam się naokoło
nie czując strachu. Znowu usłyszałam ten sam głos:
- Śnisz ....... - w tle usłyszałam narastający śpiew - Czy wiesz
gdzie jesteś?
- Nie - odpowiedziałam. Zobaczyłam złotą postać, wyłaniającą się
z najjaśniejszego promyka. Był to mężczyzna, ale... z zaskoczeniem stwierdziłam,
że miał skrzydła. Srebrne skrzydła!! Jego jasne włosy układały się miękko
na ramionach, przykrytych białą narzutą, a złota suknia trzepotała jak
skrzydła ptaka niesionego przez wiatr...
- Daj mi rękę... Posłuchaj - szepnął - Pewnego dnia siewca wyszedł
siać ziarna. Niektóre wydziobały ptaki, niektóre padły na skały, więc z
braku wody uschły. Inne spadły w ciernie, lecz i tam nie mogły bujnie wyrosnąć.
Reszta ziaren spadła na żyzną glebę i wydały bogaty plon...
Babcia otworzyła Biblię i zaczęła czytać. Nie słuchałam jej, bo
myślałam tylko o prezentach, które przed kilkoma minutami Gwiazdka przyniosła
pod choinkę... Patrzyłam na kolorowe pudełka, obwiązane kokardami i już
nie mogłam się doczekać!!
- Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa
i rozumie je. Kto ma uszy, niechaj słucha! (2) - Babcia zamknęła
księgę i odłożyła ją do witrynki. Chórem odpowiedzieliśmy "Amen" i zasiedliśmy
do jedzenia. Myślałam tylko o tym, aby otworzyć prezent. Wiedziałam, że
ten największy, po lewej stronie, zawinięty w żółty papier, należy do mnie.
Gdy nacieszyłam się prezentem, nadszedł czas na wspólne kolędowanie.
Całą rodziną usiedliśmy w salonie i przy dźwiękach trzaskającego ognia
w kominku, rozpoczęliśmy śpiewanie... Wdrapałam się na kolana Tatusia i
zamknęłam oczy... Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój
na ziemi. Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi. Przybieżeli
do Betlejem pasterze, grają skocznie dzieciąteczku na lirze... Myślałam
o tym, że Bóg stworzył dla ludzi naprawdę wspaniały świat. Wczoraj Babcia
opowiadała mi o narodzinach Jezusa... Zrobiło mi się przykro, że on nie
mógł dostać prezentu pod choinkę, nie miał tak licznej i cudownej rodziny
jak ja, ani takich warunków do życia... Przytuliłam się mocno do Taty i
usnęłam...
Tym razem leżałam na białym, miękkim obłoku, a koło mnie spoczywał
baranek. Spostrzegłam, że znajduję się na końcu zwartej grupy ludzi, wśród
których zauważałam pasterzy, a także Mężczyznę Ze Skrzydłami, którego spotkałam
już wcześniej... Usiadłam na chmurce, a ponieważ "płynęłam w powietrzu",
mogłam przyspieszyć. Tak też zrobiłam, odgarniając rękoma powietrze jak
wodę i gdy znalazłam się tuż przy Mężczyźnie, pociągnęłam go za złotą szatę.
On odwrócił się i pochylając się nade mną, szepnął:
- Dobrze, że jesteś.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i przytuliłam się do baranka,
który leżał skulony na moich nogach.
- Powiedz, gdzie lecimy?
- Dokąd lecę?
Czy lecę do gwiazd?
A może gwiazdy są tylko w nas? - odpowiedział Mężczyzna...(3)
Jesień zaczęła się na dobre. Gdy przechadzałam się Plantami, brodząc
po kostki w różnokolorowych liściach, zbierałam kasztany do wiklinowego
koszyczka. Byłam w trakcie czytania "Tajemnicy Bożego Narodzenia" Josteina
Gaardera, więc sunąc powoli w stronę szkoły, zastanawiałam się nad religią
chrześcijańską i wszystkim, co z nią związane. Rzadko miałam kontakt z
Biblią, ponieważ nękały mnie wątpliwości, czy rzeczywiście wiara chrześcijańska,
jest tą, którą wybiorę jako podporę moralną i duchową... Byłam zupełnie
zagubiona... Bo jeżeli istnieje Bóg Wszechmogący, to czy potrafi wymyślić
zadanie, którego nie potrafiłby rozwiązać? Jeżeli istnieje, to, dlaczego
ludzie, modląc się, nie dostają tego, czego oczekują? Nikt nie potrafił
rozwiać moich wątpliwości... Jeden kasztanek, drugi kasztanek, trzeci,
czwarty, dziesiąty, trzydziesty... Cały koszyk był już zapełniony, a ja
nadal szukałam odpowiedzi.
Babcia już nie czytała mi na dobranoc, ani nie otulała kołdrą.
Nadal śpiewaliśmy kolędy, jednak ja już tego nie przeżywałam tak mocno
jak kiedyś. Wraz z moim wejściem w dorastanie, zaszyłam się gdzieś głęboko,
głęboko w futro królicze... (4)
- Dlaczego nie ma w Tobie gwiazd? - szepnął głos.
Znowu latałam, tak jak kiedyś... Łzy napłynęły mi do oczu...
- Nie wiem... - odpowiedziałam niepewnie i spojrzałam w górę. Tuż
nade mną pojawił się ten sam Mężczyzna. Zatrzepotał skrzydłami i wyjął
z kieszeni złoty brokat. Sypnął nim w moją stronę. Czekał. Obserwował.
Ja siedząc nieruchomo na jednej ze srebrzystych chmurek, przypominających
łabędzie, których piórka połyskują w świetle księżyca, wpatrywałam się
w migocący pył, osiadający na mojej białej koszuli nocnej... Myślałam,
że wszystko wokół mnie zawiruje, że coś się zmieni. Jednak nie wydarzyło
się nic. Mężczyzna zniknął, a ja siedziałam nadal na srebrzystym obłoku.
Nagle z chmury obok wyłonił się baranek i zaczął przytulać się do mnie.
Znowu wsłuchiwałam się w ciszę, mąconą, co chwilę przez trzepot skrzydeł.
Spojrzałam wysoko w górę i ujrzałam tysiące Mężczyzn Ze Skrzydłami, którzy
zdawali się płynąć w powietrzu...
- Gwiazdy są tylko w nas... - usłyszałam z oddali...
Zabrzęczał dzwonek i usiedliśmy z łoskotem do ławek. Pani profesor weszła
do klasy i uśmiechając się, przywitała się z nami. Rozpoczęliśmy dyskusję
na temat "Pieśni nad pieśniami". Część klasy utrzymywała, że należy ją
rozumieć dosłownie, nie mieszając w to relacji Bóg-Człowiek, jak to rozumiała
inna część klasy. Nikt nikogo nie przekonał do swoich racji, lekcja się
skończyła i już nikt nie zastanawiał się nad filozofią autora pieśni. Przez
następne tygodnie omawialiśmy fragmenty Biblii, dyskutując zawzięcie: Bez
cierpienia nie byłoby szczęścia, jest miłość doskonała, nie ma miłości
doskonałej, Bóg istnieje, dlaczego niby Bóg istnieje...
- ... Taki świat nie podobał się Bogu, dlatego postanowił On
stworzyć ziemię, na której mogliby żyć ludzie... - ziewnęłam i zapatrzyłam
się w ogień trzaskający w kominku...
- Aniusiu! Czemu nie czytasz? Czytaj, proszę! - moja siostra pomachała
mi rączką przed oczami i zaczęłam czytać.
- Ponieważ ludzie nie potrafią żyć w ciemnościach, Bóg uczynił dla
nich nowy, piękny świat pełen barw i światła. - zamknęłam książkę i
otuliłam Karolinkę kocykiem.
- To już koniec? - spytała, patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami.
- Na dzisiaj tak... Jest już bardzo późno. Dobranoc. - pocałowałam
ją w policzek, wstałam i gasząc światło, zamknęłam drzwi.
- Nie zamykaj drzwi, proszę! - usłyszałam zza zamkniętych drzwi. Wróciłam
się i lekko je uchyliłam... Na podłodze zauważyłam złocisty pył... Uśmiechnęłam
się i poszłam na dół zrobić sobie herbatę.
(1) Fragmenty "Biblii w obrazkach dla najmłodszych" Kenneth N.
Taylor, Warszawa 1989
(2) Fragmenty Biblii Tysiąclecia, Poznań - Warszawa 1989
(3) wiersz Jadwigi Stańczakowej, bez tytułu
(4) patrz: "Świat Zofii" Josteina Gaardera
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.