Ania Pamuła 3 września 2000
O dzieciaku

pamięci Kacpra

Umarłeś 10 lipca. Chyba świeciło wtedy słońce. Obudziłam się rano i spojrzałam w okno - lato... Wtuliłam się w poduszkę, kojące wspomnienia wkradły się gdzieś między powieki... Pamiętasz to lato, to lato w tym ogromnym mieście? Łaziliśmy po brudnych ulicach, paliliśmy papierosy i piliśmy, chyba wino... Byłeś naćpany. Tak cholernie naćpany.... ale dogadywaliśmy się. Zaczepialiśmy ludzi. Byliśmy złośliwi, budziliśmy pewnie strach... No bo ty, taki blady, z fioletowymi ustami... Bo ja - wtedy jeszcze miałam te długie, czerwone włosy...
Przyszedł Maks i zwlókł mnie z łóżka. Wsadził pod prysznic i przygotował śniadanie - dwie kromki z dżemem... Jadłam powoli, czułam się niewyspana... Żułam kilka sekund każdy kęs chleba, widząc zniecierpliwienie Maksa. Stukał palcami o stół. Chciał żebym poszła z nim na zakupy - jak zwykle trzy kartony papierosów i piwo. Potem zapraszał mnie na obiad, ale nie chciałam spędzić z nim dnia... W sklepie, tym ogromnym supermarkecie koło twojego domu, którego nienawidzę, zachciało mi się ciebie. Zachciało mi się twoich granatowych włosów, twojego beznadziejnego śmiechu, twojego głosu i tych sentencji, tak bezmyślnych, tak...
Obudziłam cię. Leżałeś na podłodze, w nienaturalnej pozycji. Ubranie było brudne, śmierdziałeś jakimś tanim alkoholem. Rozebrałam cię i wykąpaliśmy się razem pod prysznicem. Było mi tak dobrze, dawno się nie kochaliśmy... Zrobiłeś sobie śniadanie, puszka z rybą roztłukła się na podłodze... Krojąc suchy chleb trąciłeś łokciem butelkę po piwie - posprzątałam. Usiedliśmy razem przy tym rozwalającym się, drewnianym, brudnym stole, włączyłeś telewizor. Chwilę potem o czymś mi opowiadałeś, ale nie zrozumiałam cię.
Zatrzasnęłam drzwi twojego mieszkania, nieprzyjemny dźwięk uderzył o ściany klatki schodowej... Schodząc po schodach potknęłam się i zdarłam sobie skórę z łokcia, bolało. Myślałam o tobie wracając metrem do domu. Znowu cię pragnęłam, choć brzydziłam się tego brudu, pokrywającego twoją skórę.... Wypiłam colę, zjadłam hamburgera i usiadłam na murku przy parku. Towarzystwo już się zbierało, ktoś mówił coś o imprezie, gdzieś za miastem. Mrużyłam powieki, czułam się lepka od potu. Podszedł ten murzyn z klubu i coś do mnie mówił, bardzo głośno. Mocno gestykulował. Powiedziałam mu, żeby sobie poszedł, bo jestem zajęta. Ale zaczął opowiadać o tobie. Nie mogłam skoncentrować się na jego słowach, kontekst zdania gdzieś zgubiłam. Było gorąco. To chyba był najgorętszy dzień tego lata.
Weszłam do domu, zapaliłam światło. Nagrałeś mi się na sekretarkę. Mówiłeś niewyraźnie, śmiałeś się co drugie słowo. Gdy zadzwoniłam do ciebie, nikt nie odbierał. Potem noc wyłożyła się w moim salonie na dywanie i jak zwykle nie pozwoliła mi spać. Śniłeś mi się, jak opowiadasz o mnie i o tobie Maksowi, jak opisujesz mu każdy szczegół naszych spotkań, jak śmiejesz się złośliwie, a w kącikach ust. zbiera ci się ślina...
Rano zadzwoniła do mnie jakaś kobieta i powiedziała, że nie żyjesz, że prawdopodobnie popełniłeś samobójstwo, powiesiłeś się. Powiedziała, że jestem im potrzebna, bo znaliśmy się tak dobrze i byłam ci najbliższa. Krzyknęłam, że wcale cię nie znałam, że my tylko razem piliśmy, a czasem kochaliśmy się nawet, ale oprócz tego nic nas nie łączy. Rozłączyłam się, potem żałowałam. Poczułam się samotna, ale nie umiałam wycisnąć spod powiek ani jednej łzy.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.