Edek
Pewnego popołudnia po ciężkim dniu w szkole wracałem do domu z nadzieją, że znów uruchomię mój ulubiony PC i zagram sobie w jakąś gierkę. Doszedłem do mojego bloku, wszedłem do klatki i zaczekałem chwilkę, aż winda zjedzie na dół. Gdy już przyjechała, wszedłem do niej i nacisnąłem przycisk odpowiedni do mojego piętra. Winda ruszyła. Powoli zacząłem mijać kolejne piętra: parter, I piętro, II piętro... Gdy dojechałem prawie do III piętra, winda z nieznanych przyczyn zatrzymała się (to na pewno robota "tych z góry", wiedzą, że rozszyfrowałem globalny spisek Microsoftu, mający na celu zniewolenie wszystkich ludzi). Wiedziałem, źe za chwilę pojawią się "czyściciele", którzy mnie zlikwidują i nie pozostawią po mnie najdrobniejszego śladu. Zdesperowany zacząłem wzywać pomocy i naciskać przycisk podpisany jako alarm... bezskutecznie.
Gdy porzuciłem już wszelką nadzieję, zobaczyłem postać całą ubraną na szaro z zestawem futurystycznych narzędzi. To nie był "czyściciel", gdyż oni zawsze pracują parami. Gdy tylko zostałem uwolniony, zobaczyłem w półmroku twarz mojego wybawcy. Wprost nie mogłem w to uwierzyć, że był to Pan Edzio z I piętra. Tym razem jakiś inny, nie swój. Nie zdążyłem mu nawet podziękować za ocalenie życia, gdy powiedział: "chodź ze mną". Bez chwili zastanowienia się poszedłem za nim do jego mieszkania. Na pozór wyglądało,jak normalne. Pan Edzio pracował jako dozorca, więc z jego pensji nie można było jego ekstrawagancko urządzić. Pan Edzio podszedł do komody i nacisnął dobrze zamaskowany, znajdujący się w jej wnętrzu, przycisk. Po chwili z komody wysunął się terminal, Pan Edzio położył rękę na czytniku linii papilarnych i wstukał jakiś kod. W mgnieniu oka terminal się schował, a my udaliśmy się do piwnicy. Nie zadając żadnych pytań, podążałem za mym wybawcą. Gdy zeszliśmy na dół, dało się słyszeć głos dwóch mężczyzn rozmawiających ze sobą: "Uciekł, ale jak?", "To nie ważne, informator nie blefował.". Po chwili z klatki wyszły dwie osoby w garniturach i ciemnych okularach - od razu poznałem, że to "czyściciele". Poszedłem z Panem Edkiem do piwnicy cioci Helenki (jako dozorca miał on klucze od wszystkich piwnic). Rozejrzałem się, stały tam same słoiki z przetworami na zimę i parę butelek wina, które ciocia kiedyś przywiozła z Francji. Pan Edzio podszedł do ściany, przy której nic nie stało, bo była ona przepełniona różnego rodzaju zaworami i licznikami wskazującymi zużycie energii elektrycznej, wody i gazu. Przekręcił jeden z nich, który wedle podpisu odpowiadał, za ogrzewanie całego budynku. Chwilę po wykonaniu tej czynności cała ściana ruszyła się odsłaniając wejście do tajnego pomieszczenia. Dzisiejszy dzień był dla mnie tak niezwykły, że nic nie było mnie już w stanie zaskoczyć. Pokój, do którego weszliśmy był wypełniony masą komputerów i innego sprzętu elektronicznego, którego zastosowania mogłem się tylko domyślać. Pan Edzio kazał mi usiąść na krześle przy biurku, on sam usiadł zaś koło jednego z komputerów. Dopiero po chwili odważyłem się zapytać: "Kim pan tak właściwie jest?". Pan Edzio odwrócił się i zaczął opowiadać całą historię. Zaczęło się to za czasów socjalizmu, kiedy Pan Edziu służył ojczyźnie jako szpieg, pracujący w Moskwie. Jego działalność została wykryta, Pan Edzio cudem uszedł z życiem. Po powrocie do Polski, do swojego rodzinnego miasta Krakowa, Edziu chciał wrócić do rodziny. Lecz okazało się, że już od dawna domu w którym mieszkała jego rodzina nie ma, ponieważ został zniszczony przez pożar. Nikt się nie uratował. Pan Edzio przeszukał ruiny kamienicy. Pomimo upływu paru lat od czasu pożaru znalazł parę śladów wskazujących na to, że nie był to zwykły pożar lecz podpalenie. Pan Edzio wiedział, że rząd przeznaczył go już na straty i nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc w sprawie podpalenia kamienicy. Postanowił sam się dowiedzieć kto i dlaczego zabił całą jego rodzinę. Przez lata ciężko pracował, uczył się by w końcu w jednym z bloków umieścić swoje centrum operacyjne. Zapytałem się go jaki ja mam z tym związek. Edziu odpowiedział, że ma niezbite dowody, że jest to globalny spisek Microsoftu, na którego trop natrafiłem.
Tego samego wieczoru w moim mieszkaniu do którego nie mogłem już wrócić, nastąpił "przypadkowy" wybuch gazu, nikt z mojej rodziny nie przeżył. Od tego czasu razem z Panem Edziem poświęciliśmy się słusznej sprawie i walce z globalnym spiskie Microsoftu. Jeżeli masz jakieś dowody na istnienie takiego spisku, nie ufaj nikomu, napisz do Pana Edzia i mnie, a my się już tym zajmiemy...
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.