Klara Bielawka 5 września 1999
Lilije

Zimne promienie księżyca rozjaśniały nieco ponure ruiny na wzgórzu. Miasto pobłyskiwało w oddali miliardem świateł Ciemna postać kobieca biegła jak oszalała w nieznane...
Około godziny 23. rozległo się w domu głośne pukanie... Wstałem zobaczyć co się dzieje. Przed drzwiami stała jakaś drżąca kobieta...
- O co chodzi?- spytałem zły, bo świeżo obudzony.
- Ha mąż! Ha trup! - krzyknęła i rzuciła się na kolana. - Tu za lasem, za stawem, błyszczą mych zamków ściany, mąż z Królem Bolesławem poszedł na Kijowiany.
- Dosyć! - wrzasnąłem - Dosyć! To nie jest pora na przeglšd wierszy wybranych! A jeżeli zabiła Pani swojego męża, to niech się Pani zgłosi na policję!
- Lato za latem bierzy, nie masz go z bojowiska, ja młoda, wśród młodzieży, a droga cnoty śliska...
- A kto z młodych by Panią chciał?! - chęć spania spowodowała u mnie przypływ złośliwości.
- Nie dochowałam wiary! - pisnęła kobieta - Ach biada mojej głowie!
- Biada, biada - kara śmierci, albo w najlepszym razie dożywocie... - mruknąłem zmęczony.
I wtedy wydarzyło się coś niesamowitego! Ja - zawsze starannie ogolony, zauważyłem u siebie długą, siwą brodę... Moja willa z basenem, zamieniła się w zbitš z desek chałupinę, a ruiny na wzgórzu zamieniły się w zamek.
- Kobieto - powiedziałem ku mojemu wielkiemu zdumieniu - rzuć bojazń, rozjaśń lica, wieczna twa tajemnica! - Przerażony postanowiłem uciekać!...
Zimne promienie księżyca oświetlały nieco ponure ruiny na wzgórzu. Miasto pobłyskiwało w oddali miliardem świateł. Jakaś ciemna postać mężczyzny biegła jak oszalała w nieznane...

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.