Łysy, odłóż tę mandolinę
Kolejny dzień w budzie. Jak zwykle siedzę na scenie, rozglądam się dookoła, ale nie widzę nikogo z mojej klasy. "Co teraz mamy? Aha, geografia, wszystko jasne." Zabieram swoją torbę i wędruję razem ze sporą grupką uczniów na drugie piętro. Zgodnie z przewidywaniami prawie cała moja klasa siedzi pod ścianą i wkuwa przed lekcją. Nikt nie ma już "X", a w każdej chwili może zostać 'powołany' do odpowiedzi. W końcu każdy uczeń ma prawo do systematycznego sprawdzenia nabytych umiejętności...
Następna przerwa. Tym razem nikt nie siedzi przed salą, mamy polski. Są tochyba najprzyjemniejsze, najbardziej luzackie godziny w tej szkole. Omawiamy Oświecenie. "Łysy" troszczy się o podkład muzyczny, brzdąka coś na gitarze. "Łysy, schowaj tę mandolinę, wyjdź z szafy, ty jesteś chyba jakiś butelkowy". Cała klasa jak zwykle zwija się ze śmiechu. Kolej na "Bajki" Krasickiego, przy okazji mała dygresja: "Jaka jest najbardziej zboczona bajka? "Wilk i zając", bo wilk ciągle gonił zająca i chciał mu pokazać...". Niedawno zorganizowaliśmy na polskim zawody badbingtona, kiedyś pojechaliśmy na Rynek zwiedzać zabytki (czyli pewną cukiernię), przy okazji zrobiliśmy zrzutkę na karykaturę p. profesor. Były też takie akcje jak wspólny wypad na sklepy czy wojna na trawę - to przy okazji przerabiania "Mackbetha".
Jak na każdym przedmiocie, sprawdziany są nieco bardziej stresujące, ale i tak panuje wesoła atmosfera: wszyscy sobie żartują, można słuchać walkmana albo jeść (byle nie kiełbasę). Uczenie się w takich warunkach jest dużo przyjemniejsze (i zabawniejsze) niż "normalne" lekcje.
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.