Pamiętnik żołnierza
Dzień 1.
Dziś poznaliśmy nowego kapitana. Facet wygląda jak czubek, więc pytam czy tak od dziecka. Chyba mnie nie zrozumiał.
Dzień 2.
Dziś uczymy się obsługiwać bazuki. Załatwiłem kapsla (czyt. kaprala), nim się dowiedziałem, że ten akurat jest w porządku. Ciężko celować, więc wymyśliłem, że wyceluję do góry i dam z całej pary. Dwa razy się udało, ale za trzecim razem zamiast w cel trafiłem w kapitana. Teraz wolę przycelować, ale z moich pomysłów jest jeden pożytek - sedesy są czystsze niż wczoraj.
Dzień 3.
Dziś uczyliśmy się stawiać miny. Jeden pomylił minę z kamieniem i usiadł na niej. Grunt, że się rozerwał, co nie? Jedną położyłem kapitanowi na głowie, do twarzy mu było, zwłaszcza po wybuchu. Mam swój ulubiony sedes - ten pod oknem.
Dzień 4.
Granaty rządzą! Dziś dostaliśmy od wojska nowe modele. Jak przywaliłem kapslowi, to go zmyło z poligonu. Później dostałem granat rozpryskowy. To już nie to, ale jak się podrzuci w górę z odpowiednią siłą, to całkiem niezła broń.
Dzień 5.
Dziś rano były wykłady. Kapitan tłumaczył nam, że nie siada się na minach itp. Fajnie się spało. Po południu pojawiła się jakaś wróżka. Pokazała nam smoczą kulę. Cienka broń. Jak wlepiłem kapitanowi plombę, to specjalnie nie zauważył.
Dzień 6.
Dziś rano - boks. Szczególnie podobał mi się cios, który kapitan nazwał "frajer - poncz". Nie dość, że odrzuca gościa na niezłą odległość, to jeszcze można skosić kawałek gruntu nad głową. Jak trafiłem kapitana, to leciał przez całą salę. Ale widok! Fajnie jest w wojsku!
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.