Z Procuratorem o szczęściu,
autorytecie i ślepym psie...
- wywiad z Poncjuszem Piłatem
Jest ciepły lipcowy wieczór. Na spotkanie z Piłatem umawiam się w małej kafejce na Starym Mieście. Spóźniona o dziesięć minut z ulgą spostrzegam siedzącego w rogu, przy okrągłym stoliku procuratora. Jeszcze nie odszedł zrezygnowany! Siadam. Zamawiam wino. On majestatycznym ruchem podnosi filiżankę kawy. Na oparciu wisi biały płaszcz z podbiciem koloru krwawnika.
Ja: Jest pan szczęśliwym człowiekiem Procuratorze?
Piłat: Gdyby zapytałaby mnie pani o to 2000 lat temu, zapewne dowiedziałaby się pani, że cierpię, że moje życie, i tak nędzne z każdą chwilą jest coraz gorsze. Ale teraz wszystko się zmieniło! Jestem zupełnie innym człowiekiem. Lepszym człowiekiem! Nie czuję się samotny. Czy jestem szczęśliwy? Tak... Teraz tak...
J.: Jeszua Ha-Nocri... Pana autorytet, czy przyjaciel?
P.: Mój Pan i nauczyciel. Po raz drugi sprawił i czuję się szczęśliwy! Przed moim haniebnym wyrokiem, wtedy 2000 lat temu... Byłem złakniony rozmowy, chciałem zrozumieć, on mi w tym dopomógł... Teraz, gdy wrócił po mnie i przyjął do swych łask. Dzisiaj, mimo i czuję się jego sługą, ośmielam się nazwać go także przyjacielem.
J.: Czemu?... Czemu nie ułaskawił pan Jeszui?
P.: Byłem gotów wyrzec się urzędu, byleby tylko dalej słuchać wypowiadanych tak spokojnie i rozumnie słów Ha-Nocri. Gdybym mógł cofnąć czas... Nigdy, ale to przenigdy nie powtórzyłbym tego! Rozumie Pani? Ale cóż mogłem zrobić - byłem jedynie zdesperowanym, zastraszonym szczurem! Nikim więcej.
J.: Ha-Nocri wybaczył Panu - prawda Procuratorze?
P.: On wybaczył. Szkoda, że ja sam nie mogę wybaczyć sobie.
J.: Czyli jednak cierpi Pan trochę?
P.: To nie to. Ja tylko wciąż się trochę obwiniam. Ale teraz jestem szczęśliwy. Teraz tak...
J.: Mówił Pan Procuratorze, że nie czuje się samotny...
P.: I tak jest rzeczywiście... Ha-Nocri zastępuje mi rodzinę, przyjaciela, nauczyciela. Mam jeszcze swego przewodnika...
J.: Psa nazywa Pan przewodnikiem?
P.: Tak - starego poczciwego kundla.
J.: Jest taki wiersz Herberta "Dokąd prowadzi ślepy pies". Dokąd prowadzi Pana, Procuratorze?
P.: Mój pies - ten prawdziwy, prowadzi mnie jedynie na spacer... (śmiech) ...ale pies - serce przez całe życie prowadził mnie do tego co dobre... Chyba dotarłem na miejsce. Teraz jestem szczęśliwy. Teraz tak... Mogę spokojnie umrzeć. Odejść i nie męczyć więcej "ślepego psa"...
Biały płaszcz z podbiciem koloru krwawnika wisi na oparciu krzesła... "A my za psem, za drugim psem, który prowadzi nas na smyczy".
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.