Czerwony turban
i procesy trawienne wilka
Dawno, dawno tamu (będą jakieś cztery lata), w małej góralskiej
osadzie niedaleko Ustrzyk Górnych, mieszkała sobie mała dziewczynka o
imieniu Czerwony Turban. Mamusia wymyśliła jej takie właśnie imię, na pamiątkę po tatusiu,
który zginął, walcząc o niepodległość Arabii Sałdyjskiej.
Pewnego ciepłego, wiosennego poranka, mamusia wysłała
Czerwony Turban do chorej Babci, której potrzebne były lekarstwa.
Dziewczynka ochoczo wyruszyła do domku babci, położonego jakieś 70
kilometrów dalej, ponieważ niezmiernie kochała tę rozkoszną staruszkę, która
nocą wkładała do szklanki swą sztuczną szczenkę. Jak więc już wiecie, wyruszyła pełna optymizmu... Przed drogą jeszcze mamusia ostrzegła ją, by nie rozmawiała z żadnym obcym
wilkiem (bo to niebezpieczne) i lepiej nie zatrzymywała się po drodze na
odpoczynek, tylko szła prosto do wyznaczonego jej celu.
Czerwony Turban wyruszyła, nie spodziewając się jeszcze co ją
czeka... W koszyku, oprócz lekarstw, znajdowało się ciasto. Co prawda było
przeznaczone dla babci, ale dziewczynka zjadła je z apetytem.
Zaczęło się ściemniać. Gdyby nie zatrzymywała się pod każdym drzewem,
zapewne dawno byłaby już u babci. Gdy tak sobie szła, nagle z krzaków wyskoczył wygłodniały wilk.
- Jak się masz dziewczynko o bladym licu i w czerwonym turbanie? - zapytał.
Ona odparła, że całkiem nieźle, jak na to, że właśnie spotkała wilka, po czym
dyskutowali na tematy filozoficzne, jeszcze do zapadnięcia zmroku.
Wreszcie doszło do rozmowy, na którą duży, zły wilk czekał już od dawna.
- Gdzie idziesz moje dziecko? - spytał.
- Do chorej babci - odparła - Drabówka, ulica Draba 4a.
Wilk pożegnał się wylewnie, wiedząc, że jeszcze spotkają się tego dnia. Dziewczynka ruszyła dalej.Tymczasem duży, zły wilk niespodziewanie wpadł do domu babci, zjadł ją ze
smakiem i położył się w jej łóżku.
- Tu zaczekam na tą małą szkaradę - pomyślał i oblizał się na myśl o tym jak połknie ją z jej czerwonym turbanem. Około 4 nad ranem dziewczynka zapukała wreszcie do domku
babci.
- Wejdź moja maleńka - szepnął wilk i nim Czerwony Turban zorientowała się,
była już w brzuchu wilka razem z koszykiem i swoim czerwonym turbanem.
Tymczasem, mamusia zaczynała się powoli denerwować.
Wykręciła numer na policję. "Tu numer 997. Niestety nie możemy odebrać
twojego telefonu. Prosimy zaczekaj... Prosimy zaczekaj... Prosimy
zaczekaj... Prosimy zaczekaj..." No i mamusia zaczekała. Gdy zbudziła się
około 13, w jej domu pojawił się przystojny myśliwy.
- Czy to pani usiłowała zgłosić zaginięcie dziecka? - zapytał.
- Ja?! - ze zdziwieniem spytała mamusia, która dawno już zdążyła zapomnieć
o swej małej ptaszynie, zwłaszcza po zobaczeniu tak nieludzko przystojnego
mężczyzny w mundurze. Myśliwy też poczuł dziwny pociąg do mamusi i już o nic
nie pytał. I żyli długo i szczęśliwie...
Zapomniałam, że pewnie chcielibyście wiedzieć, co stało się z Czerwonym Turbanem.
No cóż... Procesy trawienne nie trwają wiecznie, tak więc obie z babcią zostały
strawione w brzuchu dużego, złego wilka. Może poszły do nieba. A może i
nie...
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.