Klara Bielawka 12 grudnia 1999
Urbanistyczna wizja miasta Krakowa
wg Pana J.


Pewnego deszczowego ranka pan Hipolit obudził się z przeświadczeniem, że coś w jego życiu jest nie tak... Bynajmniej nie był to deszcz, ponieważ deszcz padał około 50 razy w roku, a pan Hipolit mający lat 48, zdążył się był do tego przyzwyczaić... Nie było to także związane z prywatnymi sprawami bohatera... Co więc było powodem, że pan Jarowiński czuł się nieswojo?!
Może to gadatliwa żona, chrapiąca potwornie, albo banda nieswornych, upierdliwych( pardon za słownictwo) dzieci?... Chyba nie...
Szum w rurach i stukot przybijanego siedem pięter wyżej gwoździa, podsunęły mu pewną ideę, myśl, że to jego własne mieszkanie, blok, osiedle, a może nawet całe miasto jest winne... Winne?! Nawałnica różnego rodzaju pomysłów uderzyła panu Hipolitowi do głowy. Koncepcja niewinnego przebudowania miasta wydawała się najroz- sądniejsza. W końcu nie można narażać Hipolita Jarowińskiego na ból głowy! Pan Jarowiński poderwał się na równe nogi, podniecony, a zarazem nieco przygnieciony swoją, jakże cudowną przenikliwością. Musnął swymi delikatnymi wargami różowego policzka żony, poczym ryknął na całe gardło, tak, że dzieci poderwały się na równe nogi (jedno nawet uderzyło głową w drabinkę piętrowego łóżka)
 "Mam wizję!!! Nasze osiedle zamieni się w raj na ziemi! Nasze dzieci historii uczyły się będą na prawdziwym Wawelu, połączonym zarazem z Sukiennicami. Ale nie tam, w centrum, ale tu! U nas!!! U nas!!!" To wykrzykując pan Hipolit padł bez zmysłów, oczy w słup i przerażona żona... Gdy po dwóch godzinach ocknął się w ramionach nieco natarczywej Emilii, czuł się lepiej, ale wizja New Cracow ciągle nie dawała mu spokoju. Pani Jarowińska, zwana przez męża "wszechstronną małżonką" chyba również zaczynała mieć przed oczami "cudowne" miasto...
- Hipciu? - powiedziała - A ty ten Wawel to chcesz przenieść na Kurdwanów? A co z Sukiennicami? Z nimi gorzej, bo one są mocno wbite w ziemię?... A co wstawisz w miejsce zamku? Pizzerię, czy jak? - Emilia zaczynała być natrętna...- Ja bym tam wstawiła Oxford Street, to byłoby gdzie robić zakupy, albo Wieżę Eiffla...- Jej wizja też była ciekawa, ale mąż stanowczym tonem przerwał jej:
- Emiluś! Co ty sobie myślisz?! Jak mógłbym przenieść Wawel! Ja chcę go jedynie sklonować i skrzyżować z klonem Sukiennic! Albo z klonem kościoła Mariackiego?..A na Kurdwanowie zasadzę te Wawkiennice -  będzie szkółka! Jak leśna!
- Hipciu, a czy ty przypadkiem nie przesadzasz mówiąc, że nasze dzieci będą się tam,w tym klonie Wawelu, skrzyżowanym z klonem Sukiennic uczyły historii? Zanim taka szkółka urośnie, to my już wnuki będziemy mieli!
- To damy Wawkiennicom lek na porost włosów...- pan Hipolit chyba nie był pewien, co mówi.
- Misiaczku! Przecież od leku na porost włosów rosną włosy, a nie wzrasta wzrost wzrostu! - ciągnęła dalej niepojętna kobieta.
- Dziubeczku! A czy ty nic nie rozumiesz?! Przecież jeśli włosów jest dużo, to wzrost wzrostu wydaje się większy!... Czy do tego tak trudno jest dojść?! Ja cię naprawdę nie rozumiem kobieto! - Pani Emilia z niebywałą łatwością i wrodzonym talentem potrafiła człowieka wyprowadzić z równowagi, teraz jednak pan Hipolit był aż cały czerwony z wściekłości...Jednak, jako człowiek nie poddający się bardzo swoim uczuciom,rzucił jedynie krzesłem w żonę i uspokojony już, spytał:
- Czy w jednym z Wawkiennic zrobić kino, czy może teatr?
- Hipuciusiuniu, ja zrobiłabym w takiej Wawkiennicy Kasyno...
- Emiluś! - pan Jarowiński ryknął oburzony - O czm ty mówisz?!
- O Kasynie - stwierdziła żona.
- Emiluś!!!
Małżonek krzyczałby na Emilię jeszcze długo, gdyby nie to, iż obudzona hałasem babcia, stanęła we drzwiach i szepnęła barytonem:
- Kasyno to cudowna rzecz!! Jak byłam młoda... - Oszczędzę wam tego.   Chodzi w końcu tylko o to, że dzięki niej państwo Jarowińscy zakończyli głośną dyskusję...  Dzieci wstały, jeszcze nie całkiem przytomne i cała rodzina udała się do kuchni.Pani Emilia krzątała się (przynajmniej na pozór) przy zlewie, pan Jarowiński czytał gazetę, a filuterne uśmieszki dzieci wskazywały na popełniony grzech...
- Coście zrobili? - spytał od niechcenia ojciec, który oderwawszy się na chwilę od pasjonującej lektury, jaką jest rubryka ogłoszeń budowlanych, dostrzegł iż żona patrzy na niego karcąco.
- Myśmy tylko tak sobie...- plątał się w zeznaniach lękliwy, piegowaty chłopczyna.
- Myśmy wyrwali klamkę...- dziewczynki w tej rodzinie były najwyrażniej dzielniejsze.
- Bo chcieliśmy wyjść z pokoju i sama się urwała...- tym razem płeć męska też miała coś do powiedzenia.
Hipolit nie wyglądał na złego... Raczej na nieco zamyślonego.
- Takie budownictwo...- rzekł po chwili - Ale co zrobić, aby w Wawkiennicach nie odpadały te...
- Okna...- próbowała ratować żona
- Nie, te...
- uchwyty! Klamki!
- Ja wiem!- Jedno z dzieci podniosło do góry rękę - Nasmarować margaryną!
- Dobry pomysł Adasiu - Jarowiński pogładził po głowie syna - Emilko!- zmienił temat - Jak wyrosną wieże, to będzie je trzeba przycinać...
- I ptaszki zrobią sobie gniazdka - żona wydawała się być rozmarzona. Zresztą nie tylko ona...
- Na codzień obcowanie z naturą...Biegające na około wiewióreczki... Myszki...
- I dziki...
- I łosie...- Aż dziw, że w tej rodzinie pomysły przychodziły tak łatwo...
- I mamuty...
- Przepraszam was drodzy czytelnicy za mojego syna - szepnęła do Was pani Jarowińska - Mamuty, Zdzisiu, już dawno wyginęły...
Zaraz!?!?! Jak to do was?!... Chyba?!... Jestem w bezpośrednim kontakcie z rodziną Jarowińskich!... A teraz pani Emilia nalewa swojemu mężowi herbaty... Już prawie... Prawie... I jest! Tak proszę państwa! Jest! Już nalana!... Trybuny krzyczą! Kibice wstają z krzeseł i biegną! Na spotkanie swojego zawodnika! I tym sposobem wygrywają gospodarze! Ale... Przecież nie ma gości... A może ja jestem gościem?! A może w ogóle... Halo panie Hipolicie! Słyszy nas pan? Niestety połączenie zostało przerwane... W tym wypadku musimy kończyć to wydanie wiadomości... Zobaczymy się jeszcze o szesnastej siedemnaście...
- Może by jednak nie obcinać wież jak urosną?!
- Czy ja was nudzę?! Chyba tak... Ale czemu mnie zabieracie?! Ja jeszcze nie skończyłam!... Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!

Ś. P. Klara Bielawka

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.