Jan Dobrzański 5 marca 2000
Wykopalisko, czyli pamiętnik młodego Pijara

Dokument nr 843-75-347
Data: 30.01.3000
Ekspertyza naukowa wykopaliska nr 5436JF432SR

Znaleziony eksponat jest z pewnością ewenementem w skali wszechświatowych wykopalisk historycznych. Jest to mały, niebiesko-różowy zbitek papieru i sztucznej skóry, zawierające niesamowite przesłanie nt. życia homo sapiens sprzed ok. tysiąca lat. Dokument jest niespójny treściowo, zawiera zarówno fragmenty nacechowane pozytywnie i negatywnie pod względem emocjonalnym. Istota, która autoryzuje ów przekaz wykazuje ambiwalentne uczucia w stosunku do opisywanych postaci i zjawisk. Nie wiadomo więc jakie stosunki łączyły wymienione w rękopisie obiekty badań.
Z dokumentu możemy jasno odczytać, że istniało pewne zgromadzenie ludzkie, zwane "KLOZP lub szkołą" (nazwy nie udało się dotychczas rozszyfrować). Zachodziła w nim niezrozumiała hierarchia. Grupa zwana "nauczycielami, belframi, profesorami lub ciałem" wykazywała się nieokiełznanym sadyzmem i niewyobrażalnymi wręcz, na dzisiejsze czasy, wymaganiami w stosunku do grupy zwanej "uczniami, wychowankami, pijakami, Pijarami czy też klopowcami". Codziennie przed nastaniem prawdziwego dnia, uczniowie zobowiązani byli przychodzić do ogromnego budynku - molochu, zgromadzonego na odludziu ówcześnie istniejącego miasta - Krakowa. Po zmianie okrycia i rygorystycznym sprawdzeniu jakości obuwia, wychowanek mógł wtopić się w szkolny tłum. W wypadku nie spełnienia postawionych warunków można było sobie uprzykrzyć życie, niestety nie możemy określić jak. Sfory pijaków najwyraźniej były uzależnione od gier hazardowych, gdyż z samego rana biegli oni pod tzw. "sklepik", by w "gablotce" odszukać obstawiony przez siebie numerek (np. zwrot: "Do diabła, czemu nie wylosowali mojego!"). O godzinie 8.00 czasu lokalnego lekcje rozpoczynał ktoś, zwany Dzwonkiem. Wiadomo jedynie, że wydawał on dźwięki raz miłe a raz nieprzyjemne dla normalnego Pijara. Po ww sygnale, klopowcy udawali się do okrutnych sal tortur, m.in. fizycznych, chemicznych, biologicznych lub audiowizualnych (być może chodzi tu o rodzaj stosowanej w nich przeciwko uczniom broni). Przebywanie w tych pomieszczeniach było dla wychowanków szalenie męczące i groziło poważnymi obrażeniami ciała ("Kolejny raz dostałem pałę.", "Znów było ostre pytanie."). Jedynym ratunkiem było zgłoszenie tzw. "nepa", co chroniło przed bezpośrednim kontaktem z bezwzględnym ciałem. Można również było staczać zaciekłe batalie ciężko trenując w domu, lecz niewielu miało po opuszczeniu szkoły na to siłę. Wyniki treningu (lub tresury - nie jesteśmy zgodni) oceniane były w skali 1 - 6 i tylko ten osobnik wkraczał na wyższy stopień wtajemniczenia, kto uzyskał  min. 2. Po odbyciu ok 45 minutowej próby sił, można było pijakowi odpocząć od 5 do 20 min. Miał on do dyspozycji wtedy korytarze, hol, sklepik oraz wspominaną najczęściej scenę. Była ona dla Pijarów miejscem magicznym, jedyną oazą spokoju, zakątkiem wytchnienia oraz rajem szczęśliwości. Na niej poza regeneracją sił na kolejne godziny poprzez płytki i krótki sen jedzono, grano, śpiewano i przeprowadzano szybkie i wzmożone treningi (patrz wyżej). Innym ważnym miejscem w szkole był ww sklepik, gdzie można było czynić podobne rzeczy jak na scenie, wykluczając jedynie pozycje leżącą.
Mimo wszystko uczęszczanie do KLOZP wykształcało w ludziach odruchy masochistyczne - przychodzenie na poranne "Eucharystie", zostawanie poza czas obowiązkowy (m.in w tzw. "Calasanzie") czy zamiłowanie do niektórych form tortur. Istotne pozostaje również inne dydaktyczne znaczeni szkoły : wpajała ona klopowcom pewne zasady i prawdy, czasami bardzo jak na ówczesne umysły odkrywcze: "Pieśń o Rolandzie opowiada o Rolandzie", "21 marca na równiku wszystkie słonie padają równolegle na ludzi", "Mądrzy Grecy wyginęli". Wszystkie te spostrzeżenia nie są w stanie wyjaśnić jednak jednej rzeczy: wychowankowie nie dość, że płacili za własne cierpienie (z własnej nieprzymuszonej woli), potęgowali je w domu, dobrze się bawili i czuli w szkole, to jeszcze mogli się szczycić swym losem i możliwościami, jakie wspomniane katusze dają...

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.