Jan Dobrzański 12 grudnia 1999
Amazonki naszych czasów

Bach, bum, łup! Z takim oto zamieszaniem zaczynam ten jakże wspaniale szowinistyczny artykuł. Z góry muszę uczciwie zawiadomić naszych wiernych czytelników, że nie jest to tekst dla wszystkich, lecz z pewnością (tak, jak przewidywał red. nacz., który zresztą zlecił mi ten temat) będzie się cieszył popularnością. A teraz do rzeczy...
Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś nad tym, do czego została stworzona płeć, której jest przedstawicielem? Kobiety do rodzenia dzieci, a faceci do bicia się nawzajem po mordach. Przez tysiąclecia natura specjalnie przystosowywała nas do pełnienia tych ról. Teraz jednak mamy równouprawnienie, więc teraz kobiety okładają się nawzajem, a faceci rodzą dzieci!!! Zaraz, zaraz... Coś nie gra... Tu zaczynają się schody, bo przecież mężczyźni nie mogą rodzić dzieci z tego prostego powodu, że natura nie obdarzyła ich tym darem. Mają za to lepiej rozwinięty mózg (wyjątek stanowią ośrodki odpowiedzialne za zmysł dotyku, smaku i węchu), są sprawniejsi, silniejsi, zaradniejsi i - co jest tak ważne w armii - bardziej odporni psychicznie na trudy otaczającego ich świata. Nie chcę tu nikomu udowadniać wyższości chłopców nad dziewczynami (coś bym napisał w nawiasie, ale naszła mnie refleksja, że bez bab nie byłoby chłopów itd....  Chyba napiszę wiersz...), lecz jedynie rozjaśnić pewne widoczne gołym okiem oczywistości. W tym oto momencie skończyłem pewien rozdział felietonu - teraz będzie przedstawienie nieodpartych zarzutów...
Po pierwsze: kobiety w cywilizowanym świecie nie nadają się do armii z tego prostego powodu, że są wychowywane przez świat na osoby wymagające, bez pokory, przyzwyczajone do wygód i kulturalnego traktowania (ale wygarnąłem!). Chodzi mi o to, że w kulturze europejskiej kobiety nie są zahartowane i zmuszone do walki. Sam fakt zabicia człowieka (na tym opiera się wojsko) z przyczyn naturalnych jest trudne do osiągnięcia przez kobietę - została stworzona do dawania życia, a nie jego odbierania.
Następnym ważnym powodem jest sam fakt, że słaba płeć jest również gorzej przygotowana do pełnienia służby wojskowej od strony fizycznej (mniejsza masa mięśniowa, gorsza koordynacja wzrokowo-ruchowa i mniejsza odporność na urazy). Żeby nie być gołosłownym przytoczę przykład. Pewnego razu we wspaniałym, przesiąkniętym feminizmem kraju zwanym USA doszło do sytuacji, gdzie pewna kobieta wytoczyła proces jednostkom komandosów SEAL o to, że rzekomo nie została zakwalifikowana do oddziału ze względu na swoją płeć. Oczywiście podniesiono wielkie larum, armia została zmuszona przez kongres do przyjęcia poszkodowanej (jasne jak słońce, że była to prowokacja). Najfajniejsze jednak jest to, że po ok. trzech tygodniach jedyna przedstawicielka zielonych beretów w historii świata, wycofała się z oddziałów komandosów, nie mogąc znieść treningów i braku szacunku w jednostce. Cóż, kobieta zmienną jest...
Na koniec chciałbym prosić o to, by nie traktowano tego felietonu poważnie, lecz jedynie jako wstęp do własnych przemyśleń. Żeby było sprawiedliwie i biologicznie, to powiem tak: natura dąży do jak największego zróżnicowania organizmów, a człowiek idzie znowu pod prąd. Nawiązując do początku dodam: baby w armii tylko wtedy, gdy chłopy zaczną rodzić dzieci. A na razie pozwólcie nam robić to, do czego zostaliśmy stworzeni i w czym jesteśmy najlepsi.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.