Romuald Stankiewicz 14 listopada 1999
Gdzie tu można kupić banany?
(znalezione w archiwach redaktora naczelnego)


W czwartek, 11 maja 1999 roku o godzinie 8.00 wraz z drugą klasą ósmą zebraliśmy się na dworcu głównym w Krakowie w celu wyjazdu na wycieczkę do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pod opieką Pani Borek oraz Pana Heincla o godz. 8.15 wsiedliśmy do pociągu jadącego w kierunku Zakopanego. Podczas podróży niektórzy czytali poranną prasę, inni natomiast rzucali specjalnie podgrzanymi batonami w przechadzających się po stacjach ludzi.
Jakieś półtorej godziny później dotarliśmy do małej stacji z tablicą "Kalwaria Zebrzydowska". Przeszliśmy przez małe miasteczko, coraz bardziej wpinając się na wysoką górę, na której stoi klasztor. Niektórzy umilali sobie czas wędrówki pytając miejscowych ludzi: "Przepraszam, gdzie tu można kupić banany?" i patrząc na ich zdziwione miny i usilne tłumaczenie: "Proszę zejść w dół, do miasta, tam jest parę sklepów z owocami...". Potem kierowali swój krok w zupełnie odwrotną stronę.
Po pół godzinie szybkiego marszu, wylewając pierwsze poty stanęliśmy u stóp dużego obiektu sakralnego ks. Bernardynów, wyglądającego na olbrzymi kościół, ale w rzeczywistości z tyłu kryjącego także obiekty przeznaczone dla turystów, oraz same budynki klasztorne. Po wypiciu zimnych napojów lub zjedzeniu pierwszych lodów udaliśmy się na modlitwę. Dosyć stromymi schodami weszliśmy do bardzo pięknej bazyliki, gdzie odbywała się msza tzw. "białego tygodnia". Po krótkiej kontemplacji w świątyni, w miejscowej kawiarni oczekiwaliśmy, jedząc, pijąc, rozrabiając i grając w kości z Panią Borek, na innych uczestników wyprawy - kolegów i koleżanki zażywających przyjemności tzw. zielonej szkoły.
Trwało to dosyć długo, ale na szczęście doczekaliśmy się. Następną atrakcją wycieczki była kolejna wspinaczka, tym razem nie po bruku, lecz po błocie. Z młodym zakonnikiem Bernardynem udaliśmy się na zwiedzanie kaplic Drogi Krzyżowej położonych wyżej. Oprowadzający opowiadał m.in. o historii klasztoru, wizytach Ojca Świętego, życiu zakonnym, turystach... Wreszcie po godzinie zeszliśmy na dół na wystawę makiety całej Kalwarii. Tam dowiedzieliśmy się m.in., że rozpościera się ona na 50 hektarów i jest jedną z największych w Europie. Potem poszliśmy zwiedzić kościół (zbudowany w latach 1603-1609 przez J. M. Bernardoniego i P. Baudartha, ufundowany przez M. Zebrzydowskiego). Ksiądz bardzo ciekawie opowiadał o dziejach samej bazyliki kończąc słowami: "...no, a chyba teraz będzie ognisko". Wszystkich to niezmiernie ucieszyło.
Po raz kolejny wspięliśmy się na górę, po czym inną drogą zeszliśmy do wąwozu, gdzie było przygotowane miejsce na ognisko. Dołączył do nas drugi ks. Bernardyn z gitarą. I zaczęła się biesiada. Najpierw z pieśnią w ustach - "hej sokoły, omijajcie góry, lasy, pola, doły..." - wynajdywanie patyków do nabicia kiełbasek, chwilę później rozpoczęło się pieczenie. Wszyscy zaintonowali: "wszyscy razem chwalmy Go". Nagle nad nami rozległy się pioruny i zaczęła się ulewa - "wszystko Ci Panie oddać pragnę i dla Ciebie tylko żyć". Dogryzając kiełbasy, rozmawiając o życiu zbiegliśmy na dół. Uczestnicy zielonej szkoły wsiedli do autokarów i odjechali z powrotem do ośrodka wypoczynkowego w Suchej Beskidzkiej. Natomiast my, mając dwie godziny do odjazdu pociągu, poszliśmy do kawiarni grać w kości.
Niestety czas nie pozwolił na dokończenie partii. W drodze powrotnej znudziło się nam się pytanie o banany i zmieniliśmy je na "Gdzie tu można kupić seledynowe gumiaki?". Po wielce zabawnej wędrówce wsiedliśmy do pociągu jadącego, jak później się dowiedzieliśmy, do Krakowa - Płaszowa. W przedziale zakończyliśmy grę w kości, a w wolnych chwilach niektórzy wyrzucali rodzynki (po jednej) za okno.
O godzinie 18.00 wysiedliśmy na stacji Kraków - Płaszów i dla niektórych okrężną drogą (przez naszą ukochaną szkołę) dotarliśmy do swoich domów. Była to bardzo kształcąca, zabawna i udana wycieczka.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.