Gdzie tu można kupić banany?
(znalezione w archiwach redaktora naczelnego)
W czwartek, 11 maja 1999 roku o godzinie 8.00 wraz z drugą klasą ósmą
zebraliśmy się na dworcu głównym w Krakowie w celu wyjazdu na wycieczkę
do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pod opieką Pani Borek oraz Pana Heincla o godz.
8.15 wsiedliśmy do pociągu jadącego w kierunku Zakopanego. Podczas podróży
niektórzy czytali poranną prasę, inni natomiast rzucali specjalnie podgrzanymi
batonami w przechadzających się po stacjach ludzi.
Jakieś półtorej godziny później dotarliśmy do małej stacji z tablicą
"Kalwaria Zebrzydowska". Przeszliśmy przez małe miasteczko, coraz bardziej
wpinając się na wysoką górę, na której stoi klasztor. Niektórzy umilali
sobie czas wędrówki pytając miejscowych ludzi: "Przepraszam, gdzie tu można
kupić banany?" i patrząc na ich zdziwione miny i usilne tłumaczenie: "Proszę
zejść w dół, do miasta, tam jest parę sklepów z owocami...". Potem kierowali
swój krok w zupełnie odwrotną stronę.
Po pół godzinie szybkiego marszu, wylewając pierwsze poty stanęliśmy
u stóp dużego obiektu sakralnego ks. Bernardynów, wyglądającego na olbrzymi
kościół, ale w rzeczywistości z tyłu kryjącego także obiekty przeznaczone
dla turystów, oraz same budynki klasztorne. Po wypiciu zimnych napojów
lub zjedzeniu pierwszych lodów udaliśmy się na modlitwę. Dosyć stromymi
schodami weszliśmy do bardzo pięknej bazyliki, gdzie odbywała się msza
tzw. "białego tygodnia". Po krótkiej kontemplacji w świątyni, w miejscowej
kawiarni oczekiwaliśmy, jedząc, pijąc, rozrabiając i grając w kości z Panią
Borek, na innych uczestników wyprawy - kolegów i koleżanki zażywających
przyjemności tzw. zielonej szkoły.
Trwało to dosyć długo, ale na szczęście doczekaliśmy się. Następną
atrakcją wycieczki była kolejna wspinaczka, tym razem nie po bruku, lecz
po błocie. Z młodym zakonnikiem Bernardynem udaliśmy się na zwiedzanie
kaplic Drogi Krzyżowej położonych wyżej. Oprowadzający opowiadał m.in.
o historii klasztoru, wizytach Ojca Świętego, życiu zakonnym, turystach...
Wreszcie po godzinie zeszliśmy na dół na wystawę makiety całej Kalwarii.
Tam dowiedzieliśmy się m.in., że rozpościera się ona na 50 hektarów i jest
jedną z największych w Europie. Potem poszliśmy zwiedzić kościół (zbudowany
w latach 1603-1609 przez J. M. Bernardoniego i P. Baudartha, ufundowany
przez M. Zebrzydowskiego). Ksiądz bardzo ciekawie opowiadał o dziejach
samej bazyliki kończąc słowami: "...no, a chyba teraz będzie ognisko".
Wszystkich to niezmiernie ucieszyło.
Po raz kolejny wspięliśmy się na górę, po czym inną drogą zeszliśmy
do wąwozu, gdzie było przygotowane miejsce na ognisko. Dołączył do nas
drugi ks. Bernardyn z gitarą. I zaczęła się biesiada. Najpierw z pieśnią
w ustach - "hej sokoły, omijajcie góry, lasy, pola, doły..." - wynajdywanie
patyków do nabicia kiełbasek, chwilę później rozpoczęło się pieczenie.
Wszyscy zaintonowali: "wszyscy razem chwalmy Go". Nagle nad nami rozległy
się pioruny i zaczęła się ulewa - "wszystko Ci Panie oddać pragnę i dla
Ciebie tylko żyć". Dogryzając kiełbasy, rozmawiając o życiu zbiegliśmy
na dół. Uczestnicy zielonej szkoły wsiedli do autokarów i odjechali z powrotem
do ośrodka wypoczynkowego w Suchej Beskidzkiej. Natomiast my, mając dwie
godziny do odjazdu pociągu, poszliśmy do kawiarni grać w kości.
Niestety czas nie pozwolił na dokończenie partii. W drodze powrotnej
znudziło się nam się pytanie o banany i zmieniliśmy je na "Gdzie tu można
kupić seledynowe gumiaki?". Po wielce zabawnej wędrówce wsiedliśmy do pociągu
jadącego, jak później się dowiedzieliśmy, do Krakowa - Płaszowa. W przedziale
zakończyliśmy grę w kości, a w wolnych chwilach niektórzy wyrzucali rodzynki
(po jednej) za okno.
O godzinie 18.00 wysiedliśmy na stacji Kraków - Płaszów i dla niektórych
okrężną drogą (przez naszą ukochaną szkołę) dotarliśmy do swoich domów.
Była to bardzo kształcąca, zabawna i udana wycieczka.
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.