Jan Dobrzański 17 października 1999
"Chrzest" klas pierwszych

Godzina 17.00, poniedziałek, 11 października 1999 roku - "chrzest". Miało być okropnie, ohydnie, obrzydliwie, strasznie i niewyobrażalnie brutalnie. Od kilku dni krążyły pogłoski na temat rzekomych "ćwiczeń fizycznych", które mieliśmy (my koty – a właściwie teoretycznie już ex-koty) wykonać. Niewyobrażalną wręcz panikę budziła zagadkowa Czarna lista, zawierająca w swej przepastności nazwiska delikwentów, którzy mieli na swe nieszczęście zbytnio rzucać się w oczy, czym podpadli (operując terminem przedszkolnym) starszakom, a co z kolei miało spowodować niewyobrażalne wręcz katusze na "chrzcie"... Prawda, jak zwykle zresztą, okazała się zupełnie inna od oczekiwań wszystkich wtajemniczonych.
Godzina 17.00, poniedziałek, 11 października 1999 roku - "chrzest". Było rzeczywiście okropnie. Jacyś faceci z Zakładu Oczyszczania Miasta ubrani na pomarańczowo próbowali swymi barwnymi, niskimi głosami zestresować wszystkich podwładnych. W międzyczasie para urokliwych czwartoklasistów próbowała prowadzić zabawę (tu będę szczery - aż do bólu), na której śmieliby z czystym sercem pojawić się tylko przedszkolacy. Nie było w tym "chrzcie" nic nadzwyczajnie strasznego, okropnego, przerażającego itd. Na początku jeszcze mogło być naprawdę ciekawie - wszyscy fajnie poubierani, zastraszeni plotkami, ci się na nas drą, tamci spryskują pianka do golenia, już impreza się rozkręca, a tu po króciutkim tańcu spiker oznajmia znudzonym głosem, że już zostaliśmy przyjęci w poczet uczniów i możemy "przystąpić" do dyskoteki, co do poziomu której wstrzymam się z komentarzem (może 6-7 osób stwierdzi, że było naprawdę fajnie).
Wiem, wiem - zbyt wiele narzekam, może przygotowałem się na najgorsze i oczekiwałem gorszych katuszy, przez co jestem trochę niedosycony, lecz mogę stwierdzić, że "starzy" mogli pozwolić sobie na trochę więcej. Doskonale wiem, że co za dużo to niezdrowo, ale z drugiej strony "chrzest" w liceum jest przeżyciem niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju i powinien nam (ex-kotom) zapaść głęboko w pamięci, powinien się śnic w najgorszych koszmarach i co najmniej przez tydzień nie powinien schodzić z ust wszystkich zainteresowanych. Myślę, że pod tym względem pobliskie technikum melioracyjne stoi na wyższym poziomie... ;-)

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.