"Chrzest" klas pierwszych
Godzina 17.00, poniedziałek, 11 października 1999 roku - "chrzest".
Miało być okropnie, ohydnie, obrzydliwie, strasznie i niewyobrażalnie brutalnie.
Od kilku dni krążyły pogłoski na temat rzekomych "ćwiczeń fizycznych",
które mieliśmy (my koty a właściwie teoretycznie już ex-koty) wykonać.
Niewyobrażalną wręcz panikę budziła zagadkowa Czarna lista, zawierająca
w swej przepastności nazwiska delikwentów, którzy mieli na swe nieszczęście
zbytnio rzucać się w oczy, czym podpadli (operując terminem przedszkolnym)
starszakom, a co z kolei miało spowodować niewyobrażalne wręcz katusze
na "chrzcie"... Prawda, jak zwykle zresztą, okazała się zupełnie inna od
oczekiwań wszystkich wtajemniczonych.
Godzina 17.00, poniedziałek, 11 października 1999 roku - "chrzest".
Było rzeczywiście okropnie. Jacyś faceci z Zakładu Oczyszczania Miasta
ubrani na pomarańczowo próbowali swymi barwnymi, niskimi głosami zestresować
wszystkich podwładnych. W międzyczasie para urokliwych czwartoklasistów
próbowała prowadzić zabawę (tu będę szczery - aż do bólu), na której śmieliby
z czystym sercem pojawić się tylko przedszkolacy. Nie było w tym "chrzcie"
nic nadzwyczajnie strasznego, okropnego, przerażającego itd. Na początku
jeszcze mogło być naprawdę ciekawie - wszyscy fajnie poubierani, zastraszeni
plotkami, ci się na nas drą, tamci spryskują pianka do golenia, już impreza
się rozkręca, a tu po króciutkim tańcu spiker oznajmia znudzonym głosem,
że już zostaliśmy przyjęci w poczet uczniów i możemy "przystąpić" do dyskoteki,
co do poziomu której wstrzymam się z komentarzem (może 6-7 osób stwierdzi,
że było naprawdę fajnie).
Wiem, wiem - zbyt wiele narzekam, może przygotowałem się na najgorsze
i oczekiwałem gorszych katuszy, przez co jestem trochę niedosycony, lecz
mogę stwierdzić, że "starzy" mogli pozwolić sobie na trochę więcej. Doskonale
wiem, że co za dużo to niezdrowo, ale z drugiej strony "chrzest" w liceum
jest przeżyciem niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju i powinien nam
(ex-kotom) zapaść głęboko w pamięci, powinien się śnic w najgorszych
koszmarach i co najmniej przez tydzień nie powinien schodzić z ust wszystkich
zainteresowanych. Myślę, że pod tym względem pobliskie technikum melioracyjne
stoi na wyższym poziomie... ;-)
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.