Klara Bielawka 1 października 2000
Czym jest śmierć?

Czemu ludzie umierają? Czemu akurat ci ludzie umierają? Czemu akurat ci?

Przeznaczenie kojarzy nam się częściej z reklamą Davida Harkleya, niż z wyrokiem boskim. Książka "Most San Luis Rey" Thortona Wildera, pokazuje nam jak bardzo wyroki te mogą być zaskakujące i jak człowiek, nawet bardzo pobożny nie może ich zrozumieć...
    "(...) I oto brat Juniper zobaczył, jak most dzieli się na dwoje i wyrzuca do wąwozu pięć trzepoczących się mrówek. Każdy inny powiedziałby sobie z tajoną radością: 'Dziesięć minut później, a byłoby po mnie...' Ale brata Junipera nawiedziła inna myśl: 'Dlaczego to zdarzyło się właśnie tym pięciorgu?'"
Marquesa de Montemeyor praktycznie przez całe życie była samotna... Miała co prawda córkę (donnę Clarę), ale ta wyjechała do dalekiej Europy, pozostawiając samą wciąż tęskniącą matkę. Tak więc Marquesa żyjąc w rozpaczy i bólu, że nie jest kochaną, każdy, choćby najmniejszy przyjazny gest od swej córki uważała za dar od Boga. Do towarzystwa przygarnęła sobie dziewczynkę, sierotę imieniem Pepita, którą do tej pory wychowywał "ten dziwny geniusz Limy zwany Matką Przeoryszą Marią del Pilar". Pepita, już jako malutka stała się ulubienicą Matki Marii, dziewczynka również darzyła ją szczególnym uczuciem i traktowała, jako swój największy autorytet. Gdy mając lat czternaście dowiedziała się, iż ma zostać oddana na wychowanie ogarnęła ją rozpacz, a samotność towarzyszyła jej aż do momentu, gdy wraz z Marquesą de Montemeyor "przechodząc przez Most San Luis Rey padła ofiarą znanego nam wypadku"...
Matka maria del Pilar znalazła pod drzwiami klasztoru bliźnięta... Nazwała je: Manuel i Esteban i objęła nad nimi kuratelę. Chłopcy chowali się bardzo dobrze, mimo iż byli cisi i zamknięci w sobie. Wymyślili wspólny język, by ludzie nie mogli ich zrozumieć, wszystko robili razem i nie dało się ich rozdzielić... Któregoś dnia, gdy byli już mężczyznami, Manuel, który do tej pory, tak jak i Esteban, nie chorował, dotkliwie skaleczył się w nogę... Ból długo nie ustępował i trzeba było posłać po lekarza. Okłady, mimo iż często zmieniane nie pomogły i wkrótce Manuel umarł. jego brat popadł w depresję i niezmiernie samotny, podjął się pracy z dala od domu i gdy wyruszył do Limy "(...) przechodził przez most i runął razem z nim".
Camila Perichole - gwiazda teatrów Limy, miała niegdyś swego opiekuna - Wuja Pio. Gdy był starym człowiekiem odsunęła się od niego i skazała na samotność... Odtąd żył tak, w smutku i rozpaczy, a zapomnienia szukał pogrążony w marzeniach o wyspie wiecznego szczęścia. Gdy mały, chorowity Jaime - syn Camili, miał już lat kilka, Wuj Pio postanowił wziąć go pod swą opiekę. Matka długo się wzbraniała przed oddaniem chłopca, lecz w końcu dała zgodę i malec, nieco zagubiony i samotny, ryszył ze starcem w drogę. "Wuj Pio powiedział, że jak tylko przejdą przez most, to usiądą i odpoczną, ale okazało się to niepotrzebne..."
Brata Junipera zainteresowało w wypadku to, co nie powinno interesować zwykłego, nawet tak uduchowionego śmiertelnika. Chciał zrozumieć to, co wie jadynie sam Bóg, mianowicie - dlaczego zgineli akurat ci ludzie? Czy byli oni źli - zostali ukarani? Czy wręcz przeciwnie - nagrodzeni?
Kiedy umiera człowiek stary, wydaje się nam to zupełnie naturalne, nawet jeżeli przed śmiercią chorował, gdy zaś umiera ktoś młody, wtedy dopiero zaczynamy zadawać sobie pytania i zastanawiać się nad jego przeznaczeniem...
Śmierć zdaje się być dla otoczenia czymś strasznym. W książce "Most San Luis Rey" zaowocowała jednak w coś wielkiego - w dobro. Pod jej wpływem, ludzie którzy na ziemi pozostali, bardzo się zmienili: Perichole zrozumiała, że źle traktowała Wuja Pio, a córka Marquesy de Montemeyor, że jej matka - z pozoru dzielna, czuła się samotna i doprawdy nie zasługiwała na opuszczenie...
    "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest
    Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą
    nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego
    nie unosi się gniewem, nie pamięta złego."
Tak samo Wuj Pio i Marquesa, mimo odtrącenia trwali w miłości, mimo odtrącenia nie czuli gniewu, mimo odtrącenia wybaczyli.
Czemu umarł? Na to pytanie nie potrafimy sobie jasno odpowiedzieć, możemy tylko próbować zrozumieć, ale to spowoduje, iż jeszcze bardziej pogrążymy się w rozpaczy i zagubieniu.
Zastanawiać się nad czymś, co i tak jest dla nas zagadkowe, do niczego tak właściwie nie prowadzi. To Bóg decyduje, kiedy umrzemy i zawsze wybiera najlepszy moment... Najważniejsze jest, iż osobę, która umarła kochamy nadal i wtedy nie jest potrzebna nawet pamięć...
    "Jest kraj żywych i kraj umarłych, a mostem między nimi jest miłość. I tylko ona przetrwa, tylko ona ma znaczenie."
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.