Szymon Matlak 23 kwietnia 2001
Do kina czy na piwo?

Ceny biletów wahają się miedzy 10-17 zł., czyli jakieś 3, w porywach do 4 dużych jasnych. Co wybrać, wieczór w knajpie czy też kino?
Kina na ogół posiadają coś takiego jak "air conditinig", czego niestety brakuje krakowskim piwnicom, których nam, nie wiedzieć czemu, zazdrości Marek Kondrat (fragment wypowiedzi z premiery "Weisera"). Wszędzie smród papierosów. Płacimy "grubo" za napoje (w Leżajsku np. duże piwo kosztuje 3-3,50), a tu jeszcze trzeba wdychać wyziewy nałogowców, polujących na raka płuc. 1-0 dla kina. Wchodzimy na seans, słychać dziwny szelest? Hm, ktoś nie jadł kolacji i próbował chwilowo czymś zająć swojego kumpla, który ciągle burczy. Kumpel wygląda na takiego co lubi wypić...psst. Puszka Coca-Coli. I kumpel się uspokaja. Trwało to jednak trochę długo i już pół filmu zostało nam zakłócone przez gentlmena zajadającego chipsy w naszym pobliżu. Istnieje również ryzyko napotkania w kinie pana lubującego się w popijaniu piwka, zagryzanego py(łee)szną kiełbaską. To zjawisko jest coraz częściej spotykane w naszych kinach i przybiera coraz większe rozmiary.
1-1 do przerwy. Zmiana taktyki. Remis nam nie wiele daje, więc trener radzi: idźcie na ambitniejszy film, do małego kameralnego kina np. "Pod Baranami", "Mikro" lub poszukajcie knajpki, gdzie następuje choćby niewielka wymiana powietrza. To już jest coś. Na pewno wygracie.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.