Paweł Lipiec 19 marca 2000
Linux zagrożeniem
dla imperium Billa Gatesa


Z monopolem firmy Microsoft na rynku komputerowym powoli zaczęły się oswajać niektóre światowe korporacje widząc bezradność amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Sprawa dołączanej za "friko" przeglądarki Internetowej do systemu operacyjnego Windows 9x dziś jest już daleką przeszłością. Microsoft funkcjonuje nadal i ma się bardzo dobrze. Wydawać by się mogło, że pozycja lidera jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla Billa Gatesa. Jednak czy na długo? Wszystko to może zmienić produkt oznakowany niewinnie wyglądającym pingwinem...

Narodziny Linuxa
W momencie tworzenia swojego pierwszego uproszczonego systemu operacyjnego fiński student informatyki Linus Torvalds nie przypuszczał, że kiedykolwiek przyjdzie mu się zmierzyć z Billem Gatesem. Było to w roku 1991, kiedy to rynek zdobywały komputery oparte na procesorze Intel 386.
Początkowo nikt nie zwrócił uwagi na nowatorski program Torvaldsa. Już wtedy nazwano go Linux (zbitka słów Linus i UNIX). Torvalds umieścił kod źródłowy swojego systemu w Internecie prosząc wszystkich zainteresowanych o zgłaszanie uwag dotyczących funkcjonowania programu. Ilość odpowiedzi przeszła najśmielsze oczekiwania. Programiści z całego świata zaczęli nadsyłać swoje propozycje udoskonalenia kodu i rozbudowy Linuxa. Torvalds postanowił uczynić swój program własnością publiczną, nadając mu status GPL (General Public Licence). Był to punkt zwrotny w rozwoju tego systemu operacyjnego.
Od tamtego czasu naturalnym środowiskiem Linuxa był i jest Internet. Każdy programista mógł (i nadal może) bez jakichkolwiek problemów ściągnąć z sieci kod źródłowy Linuxa i przetwarzać go do własnych potrzeb w dowolny sposób. Właśnie dzięki temu nad tym programem zaczęli pracować programiści z różnych stron świata. Po kilku latach liczba entuzjastów Linuxa (oraz pokrewnych wersji) sięgnęła kilkunastu tysięcy! Takiego zaplecza technicznego i tylu testujących osób nie ma obecnie żaden z komercyjnych programów komputerowych. Nie trudno się domyśleć, że efektem pracy tak wielu ludzi musiał stać się porządny system operacyjny. Tak też się stało. W roku 1994 pojawiła się pierwsza pełna wersja systemu, nadająca się do poważniejszych zastosowań. Niestety ze względu na skomplikowaną obsługę i trudny do zrozumienia interfejs, Linux nie zdobył zbytniej popularności wśród szarych użytkowników Windows. Na szczęście to się powoli zmienia.
Sam Torvalds od dawna nie jest już najważniejszym twórcą Linuxa. Jedna osoba nie byłaby w stanie utrzymać całej tej machiny. Szefem to on może już nie jest, ale w linuksowym świecie uznawany jest za "ojca" i najważniejszego konsultanta (guru). Z całą pewnością jest to trafne określenie.

Linux obecnie
W przeciwieństwie do pierwszych wersji systemu Linux, obecne są stworzone zgodnie z obowiązującymi prawami rynku. Wprowadzony został tryb graficzny a instalacja ograniczona jest do kilku pytań. Ponieważ jest to system otwarty (GPL) nie jest jednolity - każdy może stworzyć własną dystrybucję tego programu (wersję). Efektem tego jest już kilkanaście poważniejszych wersji Linuxa na rynku komputerowym.Pierwszą łatwą wersją Linuxa był Red Hat 6.0. Nieco później jego rozwinięciem był Mandrake 6.1 (nareszcie w trybie graficznym). Mandrake jest uznany za linuksowy produkt roku 1999. Nad stworzeniem prostego i eleganckiego Linuxa pracują programiści z firm SuSE, Caldera, Trans Ameritech i innych. Bardzo mocno na rozwój Linuxa postawiła kanadyjska korporacja Corel, znana dotychczas jako producent programów graficznych. Linux w wydaniu Corela pojawił się pod koniec 1999 r. Od razu wzbudził zainteresowanie wielu ludzi. W ciągu kilku tygodniu system Corel-Linux zainstalowało ponad sto tysięcy użytkowników (instalacja ogranicza się do czterech pytań).

A co z Microsoftem?
Szefowie Microsoftu, mówiąc o przewadze swojego systemu nad Linuxem, podkreślają, że z myślą o Windows stworzono już tysiące programów, a oprogramowanie spod znaku pingwina jest znacznie uboższe. To prawda, ale sytuacja zmienia się z miesiąca na miesiąc. Coraz więcej popularnych programów pojawia się w wersji dla Linuxa. Czy stworzony przez hobbystów system operacyjny rzeczywiście doprowadzi do zmian na rynku, zagrażając potędze Microsoftu? Żywiołowe reakcje inwestorów giełdowych wskazują, że wiele z nich liczy się z taką możliwością. Na nowojorskiej giełdzie linuksowe firmy notują wprost bajeczny wzrost wartości swoich akcji. Nazwa linux stała się wysoce wartościowym towarem. Pewnemu Duńczykowi właśnie za adres w Internecie, który w nazwie miał słowo Linux zapłacono w ubiegłym roku 5 mln USD! Niektórzy analitycy rynku mówią wręcz o linuksowym szaleństwie - znaleźli się chętni nawet na akcje Linux One, firmy, która niczego jeszcze nie wyprodukowała a całym jej majątkiem zdaje się być dobrze brzmiąca nazwa. Z pewnością mamy tu do czynienia z linuxmanią.
Znawcy rynku komputerowego podchodzą do całej sprawy z rozsądkiem. Linux co prawda może zmienić swój udział w rynku, ale wątpliwe, by całkowicie zepchnął w cień słynny produkt Microsoftu. Być może za kilka lat będą to równoprawne systemy, dające nabywcom szansę wyboru już w chwili zakupu komputera. Jeśli tak się stanie, będzie to dowód na to, że w walce z monopolem prawa rynku są silniejsze od Departamentu Sprawiedliwości i wyroków sądowych.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.