24 godziny z życia statysty
na polskim planie filmowym - relacja
Ponieważ udało mi się załapać do wąskiej grupy statystów, a co najważniejsze przeżyłem wszystkie trzy dni zdjęciowe postanowiłem (za namową redaktora naczelnego KISIELa) napisać kilka zdań o tym jakże uroczym fragmencie mojego krótkiego życia. W tym artykule opiszę tylko jeden dzień zdjęć. Na sam początek w wielkim skrócie wyjaśnię niewtajemniczonym o jaki w ogóle film chodzi.
Od połowy maja tego roku ruszyła produkcja nowego serialu o marszałku Józefie Piłsudzkim, którego rolę gra Zbigniew Zapasiewicz. Reżyserem całej "imprezy" jest Andrzej Trzos-Rastawiec. Jak na razie, jest to pierwszy reżyser z którym miałem przyjemność pracować przy produkcji filmu...
Ten "dzień" (a właściwie dzień i noc) rozpoczął się o godz. 10:00 pod pewnym hotelem, gdzie wszyscy, a w szczególności statyści mieli zbiórkę. Tam też, bardzo miłe panie charakteryzatorki zamieniły nas (ludzi końca XX wieku) na ludzi z lat 1905/1906 czyli niecałe 100 lat wstecz. Moje osobiste wrażenie na temat strojów było całkiem pozytywne. Po tym, jak nas ubrali (a trwało to dobre 2,5 godziny) zabrali nas autokarem na plan filmowy - do Dobrej koło Limanowej. Najważniejsi aktorzy jechali specjalnie do tego wynajętymi taksówkami - czarnymi BMW. Mi pozostał jedynie "skromny" autokar. Nie będę wspominał, że jeden z nich się zepsuł a drugi zgubił drogę. W każdym razie jakimś cudem udało nam się dojechać.
Zdjęcia trwały od około godziny 13:00 do godziny 4:30 w nocy, nie powiem ażeby było to super łatwe być w gotowości przez tyle godzin a po słowie "AKCJA!" udawać jakby nigdy nic. Cóż, taki jest już żywot filmowca - jeżeli można tak to nazwać...
Na planie filmowym musiała być oczywiście kochana Służba Zdrowia oraz Straż Pożarna. Pogotowie było po to aby na wszelki wypadek reanimować kaskaderów a strażacy w celu ewentualnego gaszenia wagonu, który ekipa pirotechniczna miała wysadzić w powietrze.
Podczas kręcenia filmu z każdą godziną coraz więcej osób sięgało po kofeinowy napój - "życiodajną" kawę. W pewnym momencie (a było to w okolicach północy) piło ją już jakieś 80 osób w jednym momencie (oprócz aktorów, bo Ci nie dość, że grali w filmie to musieli patrzeć na setki ciemnych kubeczków przesuwających się z rąk do rąk). Piszę o tym, bo sam tego doświadczyłem będąc po "tamtej stronie".
Sam pociąg został ściągnięty z jakiegoś muzeum (nazwy nie pamiętam). Powiem szczerze, że podczas efektownego wjazdu na stacje tego pociągu, zaczadził on pół stacji (włącznie z kamerzystą), tak też scena ta był wielokrotnie powtarzana. Jako, że część ujęć było odgrywana w okolicach torów kolejowych, to co jakiś czas przeszkadzały nam wspaniałe pociągi PKP.
Głównym wydarzeniem miało być zdobycie, a raczej obrabowanie przez polskich bojówkarzy rosyjskiego pociągu. Ja odgrywałem jednego z tych bojówkarzy aczkolwiek przed samą kamerą przy scenach batalistycznych nie pokazywałem się zbyt często. Szkoda...
Wszystkim zdjęciom filmowym towarzyszyła nam dość aktywnie ludność miejscowa. Czyli tak zwani wieśniacy. Nie dziwie im się, że na to całe wydarzenie patrzyli jak na jakiś cud. Pewnie raz na 20 lat dzieje się u nich coś ciekawego... Jedno jest pewne, nikt z nich - nawet jeżeli się starał nie zmrużył oka tamtej pamiętnej nocy nawet na chwilę - co chwilę słychać było jakieś strzały i wybuchy.
Zdjęcia skończyły się około 4:30. Ekipa filmowa ku mojemu zdziwieniu pracowała tak żywo jak za dnia. Widać ta kawa musiała być wyjątkowo mocna.....
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.