Dorota Bubka (chora) & Mikołaj Iwańczuk 1 października 2000
Uroki chorowania

Witamy ponownie! Dzisiaj opowiemy Wam o urokach chorowania, jako że jedna Nasza Połowa jest w trakcie kuracji. Jakie są jej plusy i minusy? Zobaczcie sami.

Po pierwsze - nie jesteście bestialsko zmuszani przez swoich opiekunów do zupełnie bezpodstawnego uczęszczania do i tak wystarczająco nudnej szkoły ("Mamusiu, tak straszliwie boli mnie głowa... Mogę zostać w domu???" - "Ależ oczywiście drogie dziecko, może zrobić ci herbatki?"). Możliwe, że troszkę koloryzujemy, ale czasami warto pomarzyć...
Spójrzmy na to jednak z trochę innej strony. Chociaż raz wysilimy się na uprzejmość wobec belfrów oraz ich siedliska i zniechęcimy Was do unikania lekcji (wcale nie musicie nas słuchać). Otóż chyba każdy wie jacy mogą być nauczyciele. Nie powiemy, żeby było w tym coś złego (grrrrrrrrr), ale w sumie oni też są ludźmi. Mogą mieć swoje lepsze i gorsze dni. Spróbujcie wyobrazić sobie sytuację, która przydarzyła się naszemu koledze: po długiej nieobecności w szkole (wcale nie spowodowanej chorobą, ale przecież ONI o tym nie wiedzieli) przyszedł na lekcje i akurat trafił na sprawdzian. Chemiczka powiedziała, że mógł się przecież przygotować (sprawdzian był zapowiedziany już w zeszłym roku). Wzruszył ją dopiero potok łez (znowu koloryzujemy, hehe) naszego kolegi, ale przecież mogło to skończyć się tragicznie. Z kolei nasza znajoma po bardzo długim okresie najprawdziwszej choroby została posądzona o wagary. Być może jest to śmieszne, ale dla niej akurat było to nieprzyjemne w skutkach. O tym jednak pisać nie będziemy, żeby Was nie zdołować. I tak pewnie jesteście już wystarczająco przygnębieni Niekończącą Się Żałobą Spowodowaną Powrotem Do Szkoły.
Drugim ważnym argumentem przemawiającym przeciw"jest możliwość narobienia sobie ogromnych zaległości w opanowaniu wiedzy, a biorąc pod uwagę zmiany w systemie oceniania (chyba nie musimy dodawać że są one iście tragiczne), doszliśmy do wniosku, że chyba nie warto symulować choróbska. Tak, znamy te stare metody - termometr przykładany do lampy, ewentualnie można jeszcze sposobem naszej znajomej - na 15 minut wystawiać się w negliżu na destruktywne działanie wiatru, a potem cieniem do powiek dorabiać sobie sztuczne sińce pod oczami. Ale tego nie polecamy. Chyba, że mamy jakiś naprawdę ważny powód. W przypadku naszym była to (i jest) możliwość niepojechania na wycieczkę klasową (trzeba się kurować zanim sytuacja zacznie się robić naprawdę poważna). Poza tym miałam już dosyć raczenia klasy kilogramami chusteczek higienicznych zalegających na mojej ławce (w dodatku zużytych).
Chyba jednak nadeszła pora na przedstawienie plusów zachorowania. Jest ich w sumie mało. Pomijając stany bardzo poważne (gorączkę, bóle mięsni, gardła i głowy) naprawdę można się wyspać!!! Polecam to gorąco dla ludzi chodzących do szkoły na np. 7.30. Spanie do godziny 8.00 to dla nich prawdziwy luksus, na który niestety nie mogą sobie normalnie pozwolić. Natomiast człowiek chory (albo też symulujący chorobę) śpi i śpi godzinami, bo i tak nie ma nic innego do roboty. Kolegów i tak nie ma (bo są w szkole), w telewizji same telenowele brazylijskie, o przepięknych tytułach (zupełnie przypominających żeńskie imiona), czytać się nie chce (wszystko się może znudzić - uwierzcie, mówią Wam to humaniści!). Można się więc wreszcie wyspać. Gorzej jak trzeba leżeć w łóżku i nie można nawet wyściubić nosa spod kołdry. Tak bywa z ludźmi mającymi nadopiekuńczych rodziców.
Ogólnie rzecz ujmując minusów chorowania jest znacznie więcej niż plusów (to nasza subiektywna opinia). Biorąc pod uwagę aktualną sytuację atmosferyczną, niezbyt przychylną dla ludzkich gardeł, radzimy ubierać się raczej cieplutko... Pozdrawiamy Was wszystkich bardzo serdecznie i życzymy zdrowej jesieni!

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.