Romuald Stankiewicz 19 marca 2000
Z życia wzięte...

Pewnego pięknego popołudnia, a konkretnie w dzień próbnych matur wraz z moją fantasyczną klasą udałem się do Muzeum Narodowego. Świeciło radosne słońce, czasami zacinało białym puchem. Celem była wystawa Józefa Mehoffera (w końcu trzeba było nie przeszkadzać maturzystom i wybić ze szkolnych murów). Wpadłem do muzeum dosyć spóźniony, lecz na szczęście koledzy właśnie wychodzili z szatni. Dostałem "grupowy" numerek i czym prędzej udałem się oddać kurtkę. Po długim oczekiwaniu wreszcie zostałem obsłużony. Wróciłem do hallu, gdzie czekali moi towarzysze. Przez jakieś dwie godziny przedzieraliśmy się razem z przewodniczką przez nieopisane tłumy zwiedzających. Ekspozycja była całkiem ciekawa.
Gdy już udałem się ku drodze powrotnej rozległ się dźwięk mojej komórki. Romek Stankiewicz, dzień dobry - odebrałem jak zwykle. Dzwonił kolega, którego nie było w muzem, aby zapytać się czy Pani Profesor sprawdzała obecność. Ponieważ nie widziałem dziennika zdecydowanie zaprzeczyłem. Może wpadniesz do mnie na chwilę? - zapytał kolega mieszkający na Klinach. Sam nie widziałem co odpowiedzieć, lecz po chwili zastanowienia zgodziłem się. Wraz z innym kolegą, który wiedział jak tam dojechać wsiadłem do autobusu. Po paru przesiadkach w Łagiewnikach wsiedliśmy do kolejnego tramwaju, który miał nas dowieść prosto na Kliny. Wciągnęliśmy się bardzo w rozmowę dotyczącą życia szkoły, wystawy Mehoffera i paru innych tematów. Upłynęło jakieś 10 min. Nagle rozległ się nie przyjemny dla ucha głos Dzień dobry, bardzo proszę bileciki do kontroli. Udało nam się narychmiast skasować bilety, lecz w tym samym czasie jeden z kontrolerów znacząco popatrzył na drugiego. Czemu kasujecie bilety dopiero w czasie kontoli? - zapytał jeden. Według ... punktu regulaminu MPK takie bilety są nieważne - dodał drugi. Ponieważ tramwaj dojechał właśnie do pętli byliśmy zmuszeni do wysiadki. Płacicie na miejscu czy mamy Was spisać? - padło pytanie. Okazało się, że przejazd bez biletu kosztuje odpowiednio 44 zł na miejscu lub 60 zł w biurze MPK. Oczywiście pierwsza możliwość była znacznie lepsza, dlatego zaczęliśmy się nierwowo macać po kieszeniach. Masz jakieś pieniądze? - zapytałem kolegę, który momentalnie pokręcił głową. No dobra, płacicie 44 zł  jakby za jedną osobę, a o drugiej zapominamy - oznajmili kontrolerzy. Niestety nawet takiech gotówki nie posiadałem. Pozostało mi tylko zaproponować wycieczkę do bankomatu, który znajdował się w oddaleniu ok. 500 m, w pobliskim domu towarowym. Kanarzy zgodzili się niezwykle chętnie i już po 15 min wręczyłem im 44 zł. Jeden z nich wyjaśnił, że właśnie tyle otrzymają oni od MPK, gdy zapłacimy w biurze - My zarabiamy na tym tyle samo, a że MPK na tym traci, to nikogo nie obchodzi.
Wsiedliśmy z nimi do przejeżdżającego autobusu i za darmo przejechaliśmy parę przystanków. Serdecznie uścisnęliśmy dłonie i udaliśmy się na Kliny... Tego dnia czuwała jednak nad nami Opatrzność, gdyż w sumie oszczędziliśmy sporo pieniędzy. Ta przygoda przypomniała nam raz jeszcze, że jednak warto kasować bilety...

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.