Święta się zbliżają...
(artykuł tylko dla mężczyzn)
Kobiety myślą perspektywicznie. Zwłaszcza w perspektywie Świąt Bożego Narodzenia. Może się zdarzyć na przykład, że pod koniec wakacji, kiedy leżysz sobie na plaży, tracisz z lekka przytomność po kolejnym egzotycznym drinku, a skóra przyjemnie ciemnieje od palącego popołudniowego słońca, usłyszysz sympatyczne wyznanie swojej partnerki. Wyznanie, które przenosi cię z piaszczystej dominikańskiej plaży od razu do świątecznego stołu: "Wiesz, kochanie, po powrocie do domu muszę zadzwonić do mamusi w sprawie świąt. Czy przyjedzie z ciocią Helenką? Lepiej niech przyjedzie, w większym gronie będzie nam raźniej...". Nie lubisz cioci Helenki? Szkoda, bo ona za tobą przepada. A podczas świąt w twoim domu przepada za tobą wprost wyjątkowo. Oczywiście, masz prawo mieć zważony humor. Nie po to przecież leciałeś z narażeniem własnej wątroby (cierpisz wszak na lęk wysokości) do przyjaznej Dominikany, żeby już teraz słuchać, w otoczeniu bezpruderyjnych przedstawicielek ludu dominikańskiego, opowieści wigilijnych o cioci Helence.
Ale nie martw się na zapas. Do świąt zostało jeszcze dużo czasu. Wyciągnij wnioski z koszernej anegdoty o arendarzu, który obiecał dziedzicowi, że nauczy mówić konia w ciągu 5 lat. Za 5 tysięcy rubli. Jeśli nie dotrzyma umowy, dziedzic wtrąci go do więzienia.
- Uś, coś ty narobił najlepszego - martwili się krewni i przyjaciele. - Przecież to niemożliwe. Koń jaki jest, każdy widzi i mówić nie może w żaden sposób nie może. Zginiesz w więzieniu.
- Ja się tam nie martwię - bohater anegdoty skwarpliwie przeliczał zainkasowane od dziedzica pieniądze. - Za pięć lat, to albo koń zdechnie, albo dziedzic umrze...
Tak więc marz sobie spokojnie - najlepiej o tym jak ciocia Helenka, tfu, Pamela wyciągnie cię z morskiej kąpieli i ratuje metodą usta-usta.
Im bliżej świąt, tym atmosfera bardziej podniecająca, co nie oznacza, że bardziej erotyczna. Chyba, że należysz do nielicznych, którzy znajdują satysfakcję w piekle marketów, supermarketów i hipermarketów oraz sklepików osiedlowych i budek z warzywami. Możesz być pewny: o ile lista gości została przez twoją panią ustalona z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, o tyle lista zakupów nawet na kilka chwil przed godziną "W" nie będzie ani zamknięta, ani nawet z grubsza dopięta. Co to oznacza dla ciebie? Tylko jedno - chorobę żołądkową (przed i po świętach), a może nawet rozstrój nerwowy. "Kochanie, przepraszam, zapomniałam powiedzieć, żebyś kupił śmietanę. Skocz do budki, pewnie jeszcze pamiętają, że byłeś tam przed chwilą i wpuszczą cię bez kolejki". Albo: "Nie gniewaj się, wypadło mi zupełnie z głowy. Wiesz, widziałam w tym nowym centrum taką przyprawę. Podejdź tak i kup, bardzo cię proszę. Nie, nie pamiętam jak się nazywa, ale jest dobra. Ciocia Helenka mi powiedziała. Poradzisz sobie, poradzisz".
Oczywiście bo duży jesteś. Ale czy poradzisz sobie bez pieniędzy? Jak świat duży i szeroki, kobiety w okresie przedświątecznym wydają oszczędności bez opamiętania, co jest wodą na młyn podstępnych bankierów, którzy udzielają bez zbędnych formalności szybkich, acz stosunkowo wysokich kredytów na stosunkowo szybką bożonarodzeniową konsumpcję. Ciocia Helenka na pewno w życiu nie popełni takiego głupstwa, ale twoja partnerka, jako kobieta nowoczesna... Nastroju nie polepszy ci również twoje zupełnie absurdalne pytanie: "Pięknie, tylko dlaczego na dwudniowe święta robisz zapasy jak na wojnę?". Możesz usłyszeć gorzkie słowa o niewdzięczności dla zachowań pro rodzinnych. W głębi ducha możesz nie wierzyć, że to wszystko dla ciebie, bo przecież inni goście, według słów twojej partnerki, zwłaszcza mamusia i ciocia Helenka, jedzą jak pliszki. Nie próbuj popisywać się wiedzą przyrodniczą, opartą na wielogodzinnych obserwacjach mieszkańców pól i lasów, z której niezbicie wynika, że wspomniana pliszka potrafi zjeść w ciągu dnia trzykrotnie więcej larw, niż sama waży.
Weź głęboki oddech, policz do dziesięciu, napij się zimnej wody, posłuchaj muzyki relaksacyjnej ze śpiewem ptaków i szumem górskich strumyków. To będzie dopiero wstęp do zrealizowania makiawelistycznego planu. Z odpowiednim czasowo wyprzedzeniem weź kobietę w ramiona (pamiętaj, żeby to była twoja kobieta), spójrz jej głęboko w oczy i wydysz z namiętnością (od biedy może być namiętność udawana):
- A może byśmy tak, myszko, spędzili święta jak za dawnych, dobrych czasów. Gdzieś w górach, tylko ty i ja...
- A mamusia i ciocia Helena... - wyszepcze ona, zdumiona nagłym zalewem twoich uczuć.
I wtedy idź na całość - zamknij jej usta pocałunkiem. Przypomnij sobie o zachowaniach prorodzinnych. Weź ją na barana, unieś z kuchni, postaw w salonie, wyciągnij album ze zdjęciami z Krynicy. Ty się wzruszysz, ona się wzruszy, wszyscy się wzruszą, ale najważniejsze, że ciocia Helenka przyjedzie dopiero w przyszłym roku. Może nawet z kuzynką Luśką z bliźniakami i dziadkiem Włodkiem. Niech tam... Pamiętasz przypowieść o arendarzu?
Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.