Klara Bielawka 8 maja 2001
O upadku krakowskich teatrów

Ostatnio w krakowskich teatrach niewiele się dzieje. Powstają nowe spektakle, ale na niezbyt wysokim poziomie artystycznym. W stosunku do Warszawy, gdzie w jednym miesiącu grane jest przynajmniej siedem bardzo dobrych spektakli, jesteśmy miastem znacznie uboższym. Nie było tak zawsze!
Swoje spektakle wystawiali Jerzy Grzegorzewski, Krystian Lupa, Grzegorz Jarzyna... Teraz nawet uprzednio wyreżyserowane przez nich spektakle grane są sporadycznie (o ile wogóle). Co stało się z tamtymi krakowskimi teatrami, w których częste premiery, były na poziomie godnym środkowej Europy?!
Przykre jest, że młody widz, który w latach owej świetności Teatru Starego, Teatru Słowackiego, czy też Teatru Stu był jeszcze malutkim dzieckiem, teraz nie ma już możliwości zobaczenia w Krakowie czegoś naprawdę wartościowego. Owszem, są w spektakle, takie jak "Bracia Karamazow" czy "Iwona księżniczka Burgunda", ale grane są na tyle rzadko, że dostanie na nie biletu graniczy z cudem.
Marzę o tym, że za jakiś czas sytuacja krakowskich teatrów polepszy się. Na razie nic tego jednak nie zapowiada, sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Póki co pozostaje nam jeździć na przedstawienia do Warszawy. Nowy dzień przynosi nowe nadzieje.

Materiały zamieszczone w serwisie objęte są ochroną prawa autorskiego. Kopiowanie jakichkolwiek fragmentów tekstów lub grafiki bez zgody autora zabronione. © KISIEL, Kraków 1999-2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.